| Troska jako istota pracy profilaktycznej |
|
|
|
Krzysztof
A. Wojcieszek
Pedagogium, Wyższa Szkoła Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie Punktem wyjścia tego rozważania pragnę uczynić jakieś wyraziste niepowodzenie profilaktyczne. Dobrą okazją jest głos w sprawie programu profilaktycznego "Domowi Detektywi", który w wykonaniu dr Krzysztofa Ostaszewskiego i Krzysztofa Bobrowskiego kończył tegoroczną konferencję naukową poświęconą promocji zdrowia psychicznego .
Prezentacja dotyczyła losów jednego z
najlepszych programów profilaktycznych proponowanych polskim wychowawcom.
Autorzy prezentacji podzielili się swoją troską, gdyż okazało się, że
wprowadzanie w życie tego programu napotyka na duże trudności. Przypomnijmy,
że program ten opiera się na adaptacji amerykańskiego programu Project
Northland. Propozycja dotyczy pracy z dziećmi zasadniczo jeszcze przed
inicjacją alkoholową, jest starannie opracowana i zbadana. I co najważniejsze
- skuteczna. W sposób najdoskonalszy z obecnie dostępnych sprawdzano skuteczność
profilaktyczną programu zarówno w Polsce, jak i na świecie . Co więcej,
kosztem wieloletniej pracy zespół pracowni PROM przy IPiN w Warszawie
dokonał inkulturacji tego programu w warunkach polskich i przeszkolił
wielu realizatorów. I choć program jest stosowany, to jednak skala jego
zastosowania odbiega od oczekiwań autorów polskiej wersji. Nagle wyczerpała
się jego implementacyjna siła, a ilość osób objętych działaniami nie rośnie.
Dlaczego? Autorzy tego głosu szukali przyczyn takiej sytuacji w konkretnych,
aktualnych rozwiązniach systemowych, prawno-organizacyjnych. I zapewne
mieli rację. Jednak chyba każdy, kto poważnie zajmuje się profilaktyką
mógłby przytoczyć podobne opowieści z własnego doświadczenia. To szczególne
doświadczenie - odczucie czyjegoś BRAKU TROSKI o losy innych ludzi, w
sytuacji, gdy jest realna nadzieja, że można te losy wyprostować i zabezpieczyć
odpowiednią pracą. Przypominam sobie wiele takich sytuacji. Na przykład
sytuację w jednej ze szkół, gdzie mój przyjaciel miał prowadzić zajęcia
dla rodziców, a na spotkanie nikt nie przyszedł. Były środki finansowe
i prawne zobowiązanie do takiej pracy, ale czegoś zabrakło... Czego? Według
mnie w takich sytuacjach brakuje troski. Troski o czyjeś dobro, które
stara się zabezpieczyć praca profilaktyczna. Co to jest troska i dlaczego
jest w tym działaniu tak ważna, że aż kluczowa? Co to jest owa troska?
Czy można mierzyć "poziom troski" w badaniach ewaluacyjnych?
Skąd się ona bierze? Po kolei postaram się odpowiedzieć na nasuwające
się pytania i wyjaśnić dlaczego właśnie w trosce upatruję istotę pracy
profilaktycznej.
Troska:
czym jest?
Słowo troska kojarzy się nam z czymś smutnym. Nawet językowo źródłem tego słowa jest chyba słowo łacińskie "tristitia" czyli smutek. Gdy jesteśmy zatroskani, to smucimy się. A smutek jest uczuciem podejrzanym. Dawni myśliciele uznawali smutek za niebezpieczeństwo samo w sobie . Pojawiał się jako uczucie sygnalizujące doznanie czegoś złego. Jeśli memu ciału zdarzyło się coś niedobrego, nieprzyjemnego, wtedy pojawiał się smutek, jako sygnał kontaktu z czymś złym. Była to zachęta, aby z tym czymś więcej się nie spotykać, a ciału zrekompensować doznaną szkodę. Jeśli smutek przedłużał się, mógł stać się melancholią i w finale pozbawić człowieka życia . Stąd zachęta do przezwyciężania smutku. Czy te ustalenia dawnych myślicieli rzucają jakieś światło na nasz problem? Tak, bo w punkcie wyjścia profilaktyka bierze się ze współczucia z powodu doznawnego porzez kogoś zła, teraz lub w przyszłości. Jedynie wtedy, gdy smuci nas (i obchodzi) to, że ktoś doznaje jakichś szkód, jedynie wtedy zaczynamy szukać sposobów, aby tych szkód uniknąć. Zatem warunkiem naszej troski jest zauważenie jakiegoś zła, jak również zdolność do empatii, współodczuwania z kimś, kogo to zło dotyka lub może dotknąć. Nie ma miejsca na profilaktykę w świecie, który nie jest świadomy rozmaitych strat, problemów, trudności, jakie przeżywają ludzie. A przecież w sposób naturalny uciekamy od problemów ludzkiego życia, zatykamy uszy i zamykamy oczy . Zauważanie problemów, dzielenie z kimś jego bólu, a jeszcze bardziej przewidywanie możliwego bólu, to coś, co kłóci się z naszym własnym komfortem. Łatwiej jest żyć w nieświadomości trudnych spraw. Dlatego na starcie działań profilaktycznych leży przerwanie tej zasłony niewiedzy i kontaktowanie z problemem ludzi mogących zaradzić złu i jego efektom u innych ludzi, efektom aktualnym (interwencja, terapia) lub możliwym w przyszłości (profilaktyka). Musimy, jako profilaktycy, kontaktować ludzi z bólem. Musimy ich ukłuć. Bez tego nie wykażą należytej troski na poziomie cielesnym, uczuciowym. Przykładem takiej strategii jest metoda zastosowana przeze mnie w programie "Szlaban" skierowanym do rodziców, często nieświadomych zagrożeń wobec własnych dzieci . Punktem wyjścia tego programu jest zapoznanie rodziców ze szkodami alkoholowymi dzieci, szkodami, które zazwyczaj lekceważą. Jednak to nie wystarczy, bo ludzie w sposób naturalny uciekają przed bólem i mają swoje sposoby na jego omijanie. Zasadniczym motywem aktywności profilaktycznej nie może być cudzy ból. Musi to być mój ból, a zatem muszę być jakoś związany z tymi, których rzecz dotyczy. Mogą to być więzi uczuciowe, które ułatwiają empatię, ale mogą to być więzi o wiele głębsze . Im głębsze, tym więcej osób jestem w stanie objąć swoją troską. Już nie tylko własne dzieci, ale i cudze. Już nie tylko dzieci, ale i młodzież, a może innych dorosłych? I tu jesteśmy na tropie zasadniczej sprawy: składnikiem troski jest więź i szacunek dla osób, które chcemy chronić . A więc nie tylko ból i nie tylko poziom cielesny, uczuciowy, ale coś głębszego, co prowadzi do działania. Czasem prowadzi bardzo daleko. W dawnych czasach taki motyw wiązano z miłością typu "caritas" czyli z bezinteresownym poświęceniem, ofiarą. Nawet jeśli nie sięgniemy tak daleko, to jednak zawsze motywem podjęcia działań profilaktycznych wydaje się jakaś postać życzliwości, afirmacji drugiej oisoby, krótko mówiąc jakaś postać miłości. Są tacy, którzy nazywają ją miłością wychowawczą . Kieruje ona nasz wzrok nie w stronę mechanizmów psychologicznych stojących za skutecznymi strategiami profilaktycznymi, skądinąd bardzo cennymi, ale w stronę osób podejmujących się działań profilaktycznych. Od dawna twierdzę, że to więź między "nadawcami" profilaktyki, a jej "odbiorcami" i to więź na poziomie bardzo wysokim, bo przekraczającym cielesne ramy uczuć - jest sednem profilaktycznym . Tę właśnie więź, ten motyw nazywam troską. Właśnie więź z drugą osobą sprawia, że wspomniany ból nas nie niszczy i nie odwracamy się od działań profilaktycznych tam, gdzie nasze uczucia "już nie chcą", bo boli. Dzięki miłości - trosce jesteśmy w stanie dalej podejmować problem i zmagać się z ryzykiem strat, usuwać je. A zatem profilaktyka to nie jakaś działałność miła i przyjemna, ale na najgłębszym poziomie ciężkie zmagania, jakaś "psychomachia", walka duchowa. Jeśli nie mamy miłości, to zabraknie nam troski, czyli ból związany z ludzkimi problemami znięchęci nas do zajmowania się nimi. Działania profilaktyczne wpisują się w szereg innych działań, do których zdolna jest miłość i jako takie odsyłają nas do osobowego tła. Bo tylko osoby kochają . I tylko osoby potrafią transcendować swoje uczuciowe, cielesne ograniczenia, na przykład wytrzymać ból. Ujęcie profilaktyki jako działania osobowego kieruje nas w inną stronę, niż ujęcia tradycyjnie obecne we współczesnych teoriach czy badaniach społecznych, które skupiają się głównie na narzędziach profilaktycznych jakimi są programy, technologie czy procedury . To oczywiście bardzo ważny kierunek, bo zasługujemy, aby nas chronić przy pomocy dobrze dobranych narzędzi. Okazuje się jednak, że ich posiadanie jeszcze nic nie rozstrzyga, bo KTOS musi się nimi rozumnie i troskliwie posłużyć. A zdarza się, że nie chce lub nie jest wewnętrznie przygotowany. Trzeba zatem powrócić do badań respektujących osobowe tło profilaktyki. Kim musi być profilaktyk z punktu widzenia troski wychowawczej? Aby prowadzić działania profilaktyczne trzeba mieć wiele szczególnych dyspozycji. Pierwszą, którą wskażę nazywam wiarygodnością. Chodzi tu o szczególną własność profilaktyki. Otóż nie mogę wiarygodnie pełnić roli profilaktycznej, gdy SAM nie jestem w danej dziedzinie w porządku. Podczas mojej pracy profilaktycznej nieustannie pada pytanie ze strony uczestników programów o moje własne zachowania. Na przykład: czy Pan pije? Stąd najlepszą dyspozycją do takiej pracy jest abstynencja. A przecież umiar mniej kosztuje. I jest czymś zasadniczo dobrym. Tymczasem szczególne wymagania sytuacji profilaktycznej sugerują krok dalej: do pełnej abstynencji, ze względu na wspomniane pytanie i konieczność "czystej karty" . A co zrobić z naturalną sytuacją, gdy ktoś w jakiejś dziedzinie nie ma "czystej karty"? Czy wyklucza go to z kręgu profilaktyki? Nie, o ile "przepracował problem" i rozwiązał go. Tylko solidna praca nad sobą może takiej osobie zapewnić wiarygodność. Co więcej, może ona wtedy użyć "argumentu z życia", tak chętnie widzianego przez odbiorców działań profilaktycznych. Stąd zaufanie, jakim darzą ludzie "byłych alkoholików" udzielających się profilaktycznie. Okazuje się jednak, że zarówno jedna , jak i druga cecha - zarówno "czysta karta", jak i "przepracowany temat", sporo kosztują. Aby zachować abstynencję muszę często jej bronić. Aby podźwignąć się z problemów, muszę odbyć jeszcze trudniejszą drogę nawrócenia. Jedno i drugie jest swoiście trudne. Czy można taki trud podjąć bez dostatecznej troski, bez motywacji? Zdarzało mi się szkolić przyszłych profilaktyków. Zwykle, gdy ukazywała się perspektywa pracy nad sobą jako koniecznego warunku uprawiania profilaktyki wielu wycofywało się, wielu nie było gotowych. Brakowało im troski, nie mieli dość miłości do tych, którzy czekali na ich pracę. A przecież to nie wszystko. Trzeba się jeszcze nauczyć wielu nowych umiejętności natury psychologicznej, dysponować nową wiedzą. Wszystko to kosztuje. Bez troski zwykle nie mamy dość silnej motywacji, aby zdobywać konieczne dla pracy profilaktycznej właściwości i dyspozycje. Niedoceniane zasoby Powiedzmy, że profilaktyk ma to wszystko czyli: a) konstruktywnie i zdrowo żyje b) potrafił wyprostować jakieś własne skrzywienia czy nawet opuścić sferę uzależnień c) jest wytrenowany w koniecznych umiejętnościach psychologicznych i pedagogicznych, ma dużą wiedzę. Czy to już koniec pytania o jego zasoby? Okazuje się, że każdy z nas dysponuje jeszcze jednym rodzajem zasobów, zupełnie nieoczekiwanych. I koniecznych, najważniejszych. Ten szczególny rodzaj mocy to nasza obecność. Prosta obecność czyli pozostawanie z kimś w prawdzie, dobru i życzliwści - miłości. Obecność jest niedocenianą "bronią profilaktyczną" , tak oczywistą, że zapoznaną. A przecież to nasza obecność jest tym , co chroni! Za każdym skutecznym działaniem profilaktycznym (jak i terapeutycznym) stoi czyjaś obecność. Ktoś sluży drugim prawdą, dobrem i realnym istnieniem - miłością. Doskonale to ukazuje historia ruchów samopomocowych, gdy prosta obecność i troska wystarczała jako baza do czegoś, czego nie osiągały wyszukane oddziaływania profesjonalistów . Czy można budzić troskę, aby osoby służyły swoją obecnością innym osobom? Wydaje się to trochę poza zasięgiem racjonalnego działania. Przecież to, czy ktoś przejawi taką troskę, która zaprowadzi go do działania profilaktycznego, to jakiś wewnętrzny, duchowy proces, który jest tajemniczy i nie podlega technologizacji. Owszem, technologizacji nie podlega, ale to nie znaczy, że nie możemy go kształtować inaczej. Możemy budzić w sobie i innych troskę, troskę o drugich. Przykładem takiego procesu jest dojrzewanie św. Adama Chmielowskiego do roli "małego brata - albertyna". Kluczowym motywem jego heroicznej drogi był obraz. Obraz pełni człowieczeństwa u tych, którym potem służył. Zauważył, że nędzarze niosą w sobie osobową godność "dzieci bożych" czyli osób ludzkich. To nie jakiś ich podstawowy dobrobyt humanitarny był jego celem, ale odbudowanie godności osoby. To zauważenie czegoś na kształt platońskiego ideału Człowieka w nędzarzach było impulsem do całkowitej zmiany drogi życiowej dla Adama. Możemy się domyślać, że ten proces był związany z jakimś wewnętrznym spotkaniem z Chrystusem, który ukazał Adamowi kim jest człowiek i podzielił się z nim swoją troską o braci . A czy my możemy się dzielić troską? Owszem. I stąd się biorą dobrzy profilaktycy. Ktoś, kto dostrzega zagrożenia utraty jakichś osobowych walorów przez inne osoby, może się swoją troską o to podzielić z innym. Stąd konieczność pewnego rodzaju sztafety w tej pracy. Ktoś dojrzały dzieli się swoją mądrością z innym i czyni z niego zatroskanego o drugich profilaktyka. Podstawą jest troska o potencjał osoby ludzkiej, który ktoś inny może stracić w wyniku nieprzemyślanych i ryzykownych działań. Zatem dojrzała troska profilaktyczna zakłada znajomość tego potencjału, zakłada pełną mądrości znajomość możliwości człowieka, które chcemy pomóc mu zaktualizować, a które są nieustannie zagrożone. Właśnie utratę perspektywy osobowej uważam za praprzyczynę licznych niepowodzeń profilaktycznych, których bywamy świadkami we współczesnym świecie. Za mało jest troski w naszych działaniach, troski, która owocuje wieloma działaniami, w tym również profilaktyką. Ostatnia refleksja Rodzi się jeszcze refleksja, że skoro profilaktyka to postać czynnej osobowej miłości, to powstaje pytanie, czy może ona być czymś czysto ludzkim, czy człowiek ma moc obudzić w sobie tak rozumianą troskę sam z siebie, w sposób naturalny? A może jest tak, że aby była możliwa miłość typu caritas, miłość troskliwa, konieczne jest jakieś spotkanie ze źródłem pozaludzkim takiej miłości? Wydaje mi się , że tak właśnie jest. To spotkanie z zatroskanym, miłosiernym Bogiem jest ostatecznym horyzontem i pierwszym źródłem troski o drugiego człowieka. Jest tak dlatego, że troska jest asymetryczna. To nie jest wykalkulowana ekonomia równowagi usług. Nie wystarczy "coś za coś" i perspektywa wymiany. W trosce dochodzi do głosu ten rodzaj asymetrii w relacjach, przechyłu w stronę dawania , a nie brania. Ta asymetria jest swoistym dowodem na spotkanie ze źródłem miłości, z Bogiem. Można zażartować, że nawet jeśli prawdziwie troskliwy profilaktyk sam o tym nie wie, to i tak spotkał się z Bogiem! Gdzie? Właśnie w trosce, która pobudza go do działania. źródło Świat problemów Dodaj jako ulubiony (17) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego 





