| Ja, Anoreksja |
|
|
Anoreksja jest najbardziej śmiertelną spośród chorób psychicznych.
Głęboko ukrytą i podstępną jak żadna inna. Zwłaszcza, że w świecie, w
którym wszyscy odchudzają się na potęgę, jej pierwsze objawy nie budzą
na ogół niepokoju. Ogólnie uważa się, że dziewczyny nie jedzą, bo nie
chcą - ot, uparły się, modelkami chcą być - kaprys taki. I początkowo
faktycznie wchodzą w to świadomie i dobrowolnie.
Poodchudzam się trochę, ładniejsza będę, bardziej
lubić mnie będą i ja też czuć się będę lepiej. Udowodnię sobie i innym,
że mogę, że potrafię... A w anoreksję - bo trąbią o anoreksji wokoło -
nie wpadnę. Taka głupia to ja nie jestem. O nie! Poza tym za bardzo
lubię jeść... Do tego dochodzą różnego rodzaju kompleksy, niespełnione
ambicje, kiepskie układy w szkole, domu... Zaczynają się diety,
ćwiczenia, potem herbatki na przemianę materii, pastylki z otrębów -
coraz dziwniejsze pomysły. Z początku nie udaje się, ale dziewczyny nie
poddają się. Zmniejszają i tak skromne już racje żywieniowe, ćwiczą
coraz zażarciej i liczą, liczą skrupulatnie każdą kalorię" ("ile
kalorii ma herbatka pu ehr? Mam nadzieję, że w ogóle. Powiedzcie, że w
ogóle!!!)
I nagle waga zaczyna spadać! Dziewczyny są w euforii. Jeszcze kilo, jeszcze pół... 51, 48, 47, 46, 45,5, 45, 44 - nie wyznaczają sobie żadnej granicy. To, co się dzieje jest zbyt wspaniałe, żeby przerywać. "Jak pięknie rysują się moje żeberka, jaki brzuszek mam ślicznie wklęsły, zapadnięty" Po raz pierwszy czują, że mają kontrolę nad swoim ciałem - nad swoim życiem.
Ten pierwszy okres - okres czystej, zwiewnej anoreksji chore wspominają z rozrzewnieniem - Czułam się inna, wyjątkowa. Mówiłam, dziękuję, ja nie jem, a wszyscy otwierali oczy ze zdumienia. -
wspomina jedna z anorektyczek (obecnie w fazie bulimii.) Bulimia
przychodzi później - niezawodnie. Dziewczyny nie mogą już dłużej nie
jeść, więc jedzą, obżerają się chorobliwie, a potem usiłują się
wszystkiego, co zjadły pozbyć. Wymiotują, przeczyszczają się i znów
jedzą. Na zmianę.
Tymczasem niedożywienie, chroniczny głód zaczynają robić swoje. Zmiany cielesne są tylko odbiciem, tego, co dzieje się w psychice, a na co początkowo nie zwraca się uwagi. Podstępnie, cichcem anoreksja atakuje psychikę.
I zmienia. Po jakimś czasie okazuje się, że
dziewczyny nawet chciałyby już jeść normalnie, bo źle się czują, wzrok
im się psuje, z głową nie najlepiej... ale jakoś nie chcą. Niby mogą i
powinny, ale jakoś nie mogą. Niby wiedzą, co i jak, ale tak jakby nie
wiedziały. Rozsądek zaczyna się burzyć i krzyczeć - Przestań, bo sobie
krzywdę robisz! i one się z nim zgadzają, ale... równolegle myślą już
inaczej, "po anorektycznemu" i wbrew logice, wbrew sobie, wbrew
wszystkiemu brną dalej...
Anoreksja uzależnia ofiarę, zmienia jej psychikę,
zniekształca obraz świata. Dlatego tak trudno jest do czegokolwiek
anorektyczkę przekonać. Ona nie chce się już leczyć. Jej hierarchia
wartości wygląda teraz inaczej. Na zakazanych stronach pro ana w
Internecie odnajdujemy X groteskowych przykazań wyznawanych przez
wtajemniczone m.in.: Lepiej być chudym niż zdrowym, Nie będziesz spożywać bez poczucia winy, Chude jest piękne, a grube musi schudnąć, Nigdy nie będziesz zbyt chuda. Na tym etapie dziewczyny muszą wiedzieć już, że mają anoreksję. W mediach mówi się o niej w kółko.
Myślą, że skoro wiedzą, to nie jest tak źle. Zdystansować
się mogą do choroby, pożartować z niej nawet. Że skoro wiedzą, to
wszystko wciąż mają pod kontrolą. Nie są przecież samobójczyniami. To
nie ta sekta - jak odpowiedziała założycielka polskiego forum
proanorektycznego na zarzut, że prowadzi ekskluzywny klub samobójców. -
My, wybrałyśmy własną drogę. Brzmi imponująco prawda? Anoreksja
- pieszczotliwie nazywana Aną - jako niecodzienny styl życia dla
wybranych. Tylko, że to bzdura żałosna. Anoreksja nie jest kwestią
wyboru, a dziewczyny pogrążone w chorobie psychicznej, same nie wiedzą,
co robią.
Nienawidząc jedzenia całe swoje życie skupiają na
jedzeniu - niejedzeniu. O niczym innym już nie myślą - ich świat zawęża
się wokół połówki suchara z rana i rzygnięcia z wieczora. Nie da się
żyć przy skrajnie niskiej wadze. Niektóre z nich przeżyć muszą śmierć
kliniczną, żeby stwierdzić w końcu, że coś jest nie tak. A co piąta
dziewczyna chora na anoreksję-bulimię po prostu umiera. Inne myślą, że
co, jak co, ale zagrożenie śmiercią ich akurat na pewno nie dotyczy.
Nie wiedzą jak łatwo, jak niezauważalnie dochodzi się do tej granicy.
Jak łatwo jest umrzeć.
Dlatego, choć zabrzmi to może ostro - anorektyczki o pewnym stopniu zaawansowania bezwzględnie należy ubezwłasnowalniać. Bo choć są w stanie stwarzać na każdym polu pozory normalności, pozornie efektywnie funkcjonować, to niebezpieczeństwo autodestrukcji jest zbyt duże, aby pozostawiać je z tym sam na sam. Dziewczyny zamyka się więc na ogólnym psychiatryku, z wszystkimi innymi zaburzonymi i na siłę karmi, przywiązuje do łóżka. Każe im się siedzieć na punkcie - nieruchomo. Za każdy kilogram "przybrania" dostają nagrody - odwiedziny, telewizję. Próbuje się je też leczyć psychiatrycznie. Ziarno obłędu tkwi w nich jednak często zbyt głęboko. Anoreksja wżera im się w duszę i zmusza do wariackich zachowań. Dziewczyny, zamknięte w szpitalu, potrafią wspólnie ćwiczyć w czasie ciszy nocnej do rana, aby spalić to, co w nie wmuszono w dzień. Albo próbując pozbyć się niepostrzeżenie jedzenia wysączają chusteczką rosół, a masło wcierają sobie we włosy. Gdy przychodzi czas kontroli wagi, opijają się wodą jak bąki, żeby wyszło niby-więcej kilogramów. Bariera między anorektyczkami a światem zewnętrznym jest niezwykle trudna do przeniknięcia. A leczenie mozolne i mało efektywne. Wyleczone dziewczyny, wyniszczone fizycznie, często z osteroporozą i krzywizną, chorymi zębami, zepsutym wzrokiem i wrzodami żołądka już do końca życia pozostaną tak jak niepijący alkoholicy, jedzącymi anorektyczkami. Stale zagrożonymi nawrotami. Nigdy nie będą w stanie zrozumieć, dlaczego zamiast rozwijać się, robić coś fajnego, przeżywać świadomie swoje życie, poświęciły 4, 5 czy 6 lat młodości najpierw na wpędzenie się w chorobę, a potem wychodzenie z niej. Część młodych dziewczyn z tej karkołomnej, bezsensownej wycieczki po prostu nie wraca Jedną z nich była Aneta Jatkowska. Tamtego wieczoru Aneta - moja przyjaciółka jeszcze z podstawówki - przyniosła ze sobą paczkę Pierniczków Alpejskich o smaku truskawkowym. Pierniczki, jak zwykle, jadłam tylko ja. Pierwszy raz od dawna rozmawiałyśmy o jej chorobie. W tym czasie była już pod stałą opieką psychiatry i gastrologa. Wkrótce miała rozpocząć sesję terapeutyczną. Obie byłyśmy bardzo ciekawe jak coś takiego wygląda. Aneta podejrzewała, że ludzie po prostu siedzą za wielkim stołem i wspólnie jedzą. Śmiałyśmy się, że pewnie dlatego sesja jest taka droga. Aneta nie wzięła w niej udziału. Dwa tygodnie później zasłabła nagle i umarła. Miała 21 lat. Anorektyczki często mówią, że Ana jest ich jedyną przyjaciółką i oparciem. Że tylko z nią jest im dobrze. Że dobrze jest być chudym, lekkim, nierealnym... Mówią o szczęściu. Tylko, że nie ma nic niebezpieczniejszego od namiastki szczęścia wywoływanej przez chorobę psychiczną czy nałóg. Tomasz Piątek, autor głośniej Heroiny, pisze: - Heroina przecież właśnie dlatego zrobiła mi tak źle, bo zrobiła mi dobrze. Nie dlatego, że była szkodliwym, trującym proszkiem, tylko dlatego, że dawała mi absolutne szczęście. To dlatego leżałem z zamkniętymi oczami - człowiek kompletnie szczęśliwy nie musi nic robić, ani na nic patrzeć. (....) Szczęście i przyjemność zabijają. za:perspektywy.pl/Bianka Siwinska Dodaj jako ulubiony (16) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego 



Anoreksja jest najbardziej śmiertelną spośród chorób psychicznych.
Głęboko ukrytą i podstępną jak żadna inna. Zwłaszcza, że w świecie, w
którym wszyscy odchudzają się na potęgę, jej pierwsze objawy nie budzą
na ogół niepokoju. Ogólnie uważa się, że dziewczyny nie jedzą, bo nie
chcą - ot, uparły się, modelkami chcą być - kaprys taki. I początkowo
faktycznie wchodzą w to świadomie i dobrowolnie.
Zdystansować
się mogą do choroby, pożartować z niej nawet. Że skoro wiedzą, to
wszystko wciąż mają pod kontrolą. Nie są przecież samobójczyniami. To
nie ta sekta - jak odpowiedziała założycielka polskiego forum
proanorektycznego na zarzut, że prowadzi ekskluzywny klub samobójców. -
My, wybrałyśmy własną drogę. Brzmi imponująco prawda? Anoreksja
- pieszczotliwie nazywana Aną - jako niecodzienny styl życia dla
wybranych. Tylko, że to bzdura żałosna. Anoreksja nie jest kwestią
wyboru, a dziewczyny pogrążone w chorobie psychicznej, same nie wiedzą,
co robią.


