E@tronik | AKCJASOS | Akupresura | Cukrzyca | Uzaleznienia | Narkomania | Nasz Lubin | Prawo | Alkoholizmsos | Teczynki | Praca | Poradnik Pani domu | Zdrowie |
jasnyciemny waskastandardszeroka malasredniaduza
Start arrow Wszystkie artykuły arrow Alkoholizm uzaleznienie arrow Alkoholizm - Żyć na Trzeźwo

Logowanie






Nie pamiętam hasła

Psycholog on-line

Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego psychologa on-line

Porady naszego psychologa udzielane są bezpłatnie.

Partnerzy

superja








Uroda
onlinenie ma użytkowników
Odwiedza nas 40 gości
akcjasos4Witamy Cię na stronach portalu alkoholizm.com.pl, jesteś tu bardzo mile widziana(ny), lecz wciąż gościem... proszę, pamiętaj o tym zabierając głos na forum, na czacie, w komentarzach itp. mamy nadzieje że znajdziesz tu wszystko co cie interesuje, na wstępie zapraszamy już do ponownego odwiedzenia serwisu i życzymy miłego dnia. Zarejestruj się w naszym portalu, dzieki temu będziesz mieć dostęp do wielu użytecznych narzędzi: dodawanie zdjęć do galerii, dodawanie własnych artykułów i wiele innych rzeczy. Do korzystania z portalu zalecamy przegladarkę Firefox lub Operę.

Jeżeli szukasz pomocy, tu ją znajdziesz - wejdź na Forum
Alkoholizm - Żyć na Trzeźwo Drukuj Email
Wiesiek, bo tak miał mój kumpel na imię był nietuzinkową postacią na moim Bachusowym szlaku. Z wykształcenia był technikiem geodezji. Był nawet w seminarium duchownym z którego musiał zrezygnować przed święceniami.

Spotkaliśmy się na budowie w Zielonej Górze i bardzo sobie przypadliśmy do gustu, gdyż mieliśmy podobne zainteresowania intelektualne i alkoholowe. Od łatwych dziewcząt też nie stroniliśmy, gdyż alkohol i kobiety jakoś dziwnie szły w parze. Ponieważ Wiesiek był już prawie księdzem to i od Biblii potrafił gadać. Gdy męczył nas kac moralny, on zawsze powiadał z ogromnym przekonaniem i w wielkim uniesieniu knajpianej braci:
- Niezbadane są wyroki Boże, a miłość i łaska Boża nie zna granic, gdyż jest niezmierzona przez takich maluczkich jak my. Choć filozofowie egzystencjaliści głosili, że po II Wojnie Światowej Bóg nie istnieje, to nie wierzcie im bracia i siostry, gdyż oni błądzili.

Gdy nie mieliśmy co do ust włożyć, a żołądek domagał się strawy, on nie tracił pogody ducha i wiary w poprawę naszej egzystencji. Zawsze mi w takiej sytuacji powtarzał: Skoro dobry Bóg stworzył takie niebieskie ptaki jak my, to nie pozwoli im sczeznąć. A trochę ascezy i postu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie - wielu uduchowiło i doprowadziło do królestwa niebieskiego. Skoro Bóg nakarmił całe rzesze ludzi to się od nas maluczkich nie odwróci i nam pomoże.

Do królestwa niebieskiego na szczęście nie trafiliśmy, ale zawsze jakoś udało nam się przetrwać okresy przymusowego postu, gdyż zawsze znalazła się dobra dusza, która wsparła nas chlebem i talerzem zupy. Najczęściej była to Stenia z zakładowej stołówki, która nie wiedzieć czemu bardzo nas lubiła. A może po prostu miała miękkie serce i nie mogła patrzeć na nasze mizerne sylwetki. Nie brakowało też litościwych kumpli, którzy nas ratowali bochenkiem chleba i kostką smalcu.

Wiesiek wtedy gorąco i serdecznie dziękował naiwnemu darczyńcy wkładając w to swój cały kunszt oratorski i krasomówczy:
- Niech Ci Bóg wynagrodzi twoje dobre serce zacny człowieku. Bo napisano w Piśmie, że coś uczynił takim dwóm maluczkim jak my, Bogu uczyniłeś. Wierz mi mój synu, że twój przepiękny uczynek zostanie zapisany w Złotej Księdze przez samego Chrystusa na wieki wieków. Amen!

Nie ukrywam, że miałem wielkie obiekcje, czy aby mój kompan zbytnio się nie zagalopował i nie bluźni przypadkiem, gdy w czasie wygłaszania swoich wzniosłych i uduchowionych słów błogosławił darczyńcę:
- „Benedico vos in nomine Patris et Fili et Spiritus Sancti” – co znaczyło, że błogosławi w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

On mnie jednak szybko uspokajał kolejną sentencją: „ Beati possidentes. Amicus certus im re incerta cernitur” – co w dosłownym tłumaczeniu oznaczało, że szczęśliwi są ci, którzy posiadają, a prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, czy coś w tym stylu. Miało to niby znaczyć, że kolejny naiwny dobrodziej i Bóg są jego przyjaciółmi i pękają wprost ze szczęścia że nam pomagają.

Po takim wykładzie wierzyłem mu na słowo, gdyż taki „prawie że ksiądz” był przecież bliżej Boga niż ja - najnędzniejszy z maluczkich tego łez padołu, który ledwie „ojczenasza” pamięta.

Bogiem, a prawdą moje doczesne życie w tamtym okresie opierało się w dużej mierze na miłości bliźniego swego, przy czym to moi bliźni mnie wspomagali, a ja im jedynie mogłem dodać kilka słów otuchy i zachęty do dalszej działalności charytatywnej (w moim kierunku oczywiście skierowanej).

Wiesiek w mistrzowski sposób wspierał mnie też moralnie, gdy miałem wyrzuty sumienia i chwile zwątpienia, gdy wspólnie przepiliśmy kolejny raz pieniądze na wymarzoną kurtkę. Wtedy stawał na szczycie swoich możliwości oratorskich i z całym przekonaniem wygłaszał sentencję po łacinie: - „Kapotus” vanitas vanitatuam et omnia vanitas – co miało oznaczać - Kurtka, mój synu, to marność nad marnościami i wszystko marność. Po czym kończył już po polsku: Marność (kurtka oczywiście), która prowadzi w prostej linii do pychy i samouwielbienia. A pycha i samouwielbienie mój bracie prowadzi do samozatracenia, a tym samym do całkowitej nicości. Bierz więc przykład ze świętych tego świata. Na przykład taki święty Franciszek z Asyżu też chodził nędznie ubrany, ale był szczęśliwy, gdyż dotarł do źródeł swojego jestestwa, do archetypów. Do tego był skromny i z pokorą przyjmował przeciwności losu, jakich życie mu nie szczędziło.

Rzeczywiście, po takich argumentach popartych odpowiednimi cytatami z Biblii moja skołatana dusza musiała skapitulować i ustąpić realiom naszego pijanego myślenia. Jednak nie bardzo rozumiałem co ja miałem wspólnego z tym szacownym świętym, a św. Franciszek z moim piciem. Wolałem jednak przemilczeć swoje wątpliwości, gdyż Wiesiek uczony w piśmie był i basta. Nic więc dziwnego, że nazywałem go „Wielebnym”.

Któregoś pięknego dzionka rozstałem się z moim kompanem. Dręczyła mnie wtedy (jego również) niesamowita chandra i tęsknota za domem rodzinnym, rodziną, swoim miastem i kumplami, których dawno nie widziałem. Wkrótce się pożegnaliśmy piwem, chlebem i bigosem w dworcowym bufecie i ruszyliśmy pociągami w przeciwnych kierunkach. On na Warszawę, a ja na Głogów…

Tęskniłem za moim zacnym kumplem, za moją pociechą duchową, więc w każdej knajpie wypatrywałem wśród podochoconych bywalców swojego kompana. Nastawiałem uszu, czy nie usłyszę wśród knajpianego gwaru jego kojących słów o ciernistej drodze życia, o łasce Bożej i jego niezbadanych wyrokach.

Coś mi jednak w środku mówiło, że jeszcze się kiedyś spotkamy i to w zupełnie innych,
niespodziewanych okolicznościach. Te marzenie dodawało mi wiary, otuchy i nadawało sens mojemu zapijaczonemu życiu. Byłem nawet pewien, co by mój wielebny kompan wtedy powiedział: Wiara mój synu czyni cuda. Zaufaj, a będzie ci lżej. Proś, a będzie ci dane. Kołataj, a będzie ci otworzone. Bo niezbadane są wyroki Boże i kręte ścieżki naszego grzesznego żywota. Ufaj mój synu, a dostąpisz łaski o jakiej ci się nawet nie śniło.

Być może zakończyłby powitanie słowami otuchy jakąś kolejną sentencją łacińską, których miał w zanadrzu co niemiara i na każdą okazję: Beati pauperes spiritu. Beati, qui nuncfletis, quia ridebitis” – co oznacza – Błogosławieni ubodzy duchem. Szczęśliwi, którzy teraz płaczecie, bowiem śmiać się będziecie.

Jednak często rozmyślałem o Wielebnym i marzyłem o spotkaniu z nim. Byliśmy przecież obaj wielcy i wyjątkowi – „Ambo meliores” jakby powiedział mój kompan – co w żartobliwym tłumaczeniu oznacza: „Wart Pac pałaca, a pałac Paca.

Po wielu latach rzeczywiście się spotkaliśmy i to w sytuacji, której bym w najlepszych marzeniach nie wymyślił i setnie się uśmialiśmy.

Michał Cimek

Dodaj jako ulubiony (1) | Zacytuj ten artykuł na swojej stronie | Drukuj | Email

Komentarze (2)
RSS komentarzy
1. Dodane przez michalc30 w dniu - 04-10-2009 11:23 - Zarejestrowany
 
 
To moje wspomnienie
Jak widzę jest to fragment mojej pierwszej książki "Wędrowiec czyli skrzydlata dusza. O swoim alkoholizmie i wyjściu z niego opisałem też w swojej trzeciej książce - "Usłyszałem pukanie od spodu". Obie są do nabycia u mnie. 
Nie piję od 26 lat, czyli jestem trzeźwy fizycznie, psychicznie i duchowo. 
A tak na marginesie, skąd się wzięło na tej stronie? 
M.C. :)
 
2. Dodane przez piotreka w dniu - 23-08-2009 06:51 - Zarejestrowany
 
 
pozytywne
fajnie napisane,i tak jakoś mnie pozytywnie natchnęło..witam piotr KRK z tej strony
 

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
Polska adaptacja JoomlaPL.com Team
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Komentarze

Czy duchowość jest ucieczką od...
ucieczka w duchowość
Wielka Księga przestrzega, że wśród alkoholików, którzy ledw...
11/09/11 12:20 Więcej...
przez jaras

Praca interwencyjna i psycholo...
Mam podobnie
Ja też, mam podobny problem, żona ma mnie w szachu gdyż wie ...
16/08/11 12:51 Więcej...
przez robertlit

Współuzależnienie
jestem w tej chwili w poczatkowej fazie dlugiej drogi leczen...
13/07/11 22:53 Więcej...
przez alanonka

żona alkoholika
Skoro nie widziałaś go pijanego i tego wszystkiego co alkoho...
04/07/11 19:14 Więcej...
przez aga75

Praca interwencyjna i psycholo...
A co jeśli przemocy doświadcza mężczyzna?Często muszę ucieka...
26/06/11 21:37 Więcej...
przez pawellll72

Reklama

Reklama


©2008 E@tronik