To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Współuzależnie - koalkoholizm - POZWOLIĆ się odczarować!

Anonymous - Wto 25 Sie, 2009 12:02
Temat postu: POZWOLIĆ się odczarować!
Współuzależnienie to straszny stan!
To tragiczna cecha. :oops: :oops: :!:
To jest DYSFUNKCJA podobna do takiego zaczarowania, hipnozy jakiejś.
Jeśli jadowity wąż atakuje np. jakieś polne zwierzątko - to ono nieruchomieje tuż przed agonią - ze strachu.
Ja bym współuzależnienie do tego stanu też porównał.
:-/ Tu na forum jak się czyta posty kobiet co mają alkoholików - to po prostu łapki niekiedy opadają!
Ta złudna nadzieja.... a potem to straszenie, to gderanie - te błagania, prośby - nie pij.... nie pij....
A ON PIJE.
nO I TE MASKOWANIA, te przekręty, klamstewka i nawet usprawiedliwianie alkoholika, pomaganie zatuszowac sprawę.
:-) I nikomu nic nie mówić, że taki jest problem w rodzinie - bo rzekomo nikt o tym nie wie.
:!: A okazuje się, że wszyscy w promieniu kilomerta dokładnie znają i wiedzą co się dzieje.
:?: JAK ODCZAROWAĆ WSPÓŁUZALEŻNIENIE?
Jak się dać odczarować?

dziekanka69 - Wto 25 Sie, 2009 14:59

Masz rację,Dromax, to tragiczna cecha i jezeli można by było ot tak odczarować, to ja pierwsza bym poszła na takie odczarowanie. Od dziecinstwa w moim domu był alkohol, mama radziła sobie jak umiała, powiem Ci, że chyba lepiej ode mnie, tylko niestety zmarła kilkanaście lat temu i został ojciec alkoholik, którego niestety w kosmos nie wystrzelę.
Tak, że jak potrafisz czarować, to czaruj, a chętnych napewno ci nie zabraknie :-)

Wykręcona - Wto 25 Sie, 2009 18:29
Temat postu: Re: POZWOLIĆ się odczarować!
dromax napisał/a:
Jak się dać odczarować?

Iść do znanego szamana, zapłacić mu i czekać na cud. Albo spiętrzyć kryzys :roll:

kahape - Śro 26 Sie, 2009 17:17

Anna Dodziuk w książce „Pokochać siebie” pisze tak:
1.cyt. ”Jeżeli byłeś nie dość tulonym niemowlakiem, niechwalonym maluchem, wiecznie sztorcowanym dzieckiem, wyśmiewanym młodym człowiekiem, to nadal jesteś nimi wszystkimi naraz…..Ale potrzeba ciepłego fizycznego kontaktu, dobrego słowa, szacunku, uznania - krótko mówiąc, dowartościowania na różne sposoby – nie da się zagłuszyć i nieraz daje o sobie znać. A wtedy jest ci przeogromnie smutno, bo nie wierzysz, że możesz dostać w życiu to, czego Ci zawsze brakowało.” kcyt.

2. cyt ”Na etapie życia, kiedy jeszcze nie potrafiłeś porozumiewać się za pomocą słów…… docierały do ciebie informacje kształtujące twój autoportret. Od tego, czy otaczała Cię wówczas atmosfera zadowolenia i zachwytu, czy lęku, złości i napięcia, zależało nie tylko jak spałeś …. ale również to, jak w późniejszych latach czułeś się na świecie i tak jest do dzisiaj. Inaczej mówiąc, z tamtego okresu pochodzi podstawowy zrąb Twojego poczucia, że zasługujesz na miłość i radość życia albo nie zasługujesz”kcyt

3.. cyt”Jest też przeświadczenie, które może zapisać się w psychice na całe dalsze życie: miłość, akceptacja, zainteresowanie to nie jest coś na co zasługujesz Ty jako taki, z tego tylko powodu, że jesteś. Musisz na nie zarobić, zasłużyć, dostosować się do określonych oczekiwań, być taki a nie inny”kcyt

Susan Forward „Toksyczni rodzice”
Cyt. „Niewielu ludzi łączy swoje problemy z rodzicami… Ludziom poprostu trudno jest dostrzec, że ich stosunki z rodzicami w znaczący sposób wpływają na ich życie”kcyt.
Cyt. „Nasi rodzice sieją w nas mentalne i emocjonalne ziarna – ziarna, które rosną wraz z nami. W niektórych rodzinach są to ziarna miłości, szacunku i wolności. Niestety, w wielu innych są to ziarna strachu, obowiązku czy winy.”kcyt
tyle psychoterapeuci...

czyli... NISKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI ( na początku terapii wszystkie tak mają)
W domu tobą sie nie zajmowali. Nikt sie nie pytał czy ci smutno i dlaczego. Miałaś sie uczyć, być grzeczna i nie zawracać głowy.
Nie ma znaczenia czy dlatego, że brat był chorowity i wymagał opieki, czy rodzice wiecznie w pracy albo chłodni w uczuciach, oschli.
Jako dziecko czekasz na te chwile przytulenia, rzadkie i niezaspokajające twoje potrzeby....
Potem tworzysz swój związek. Podobny do tego jaki miałaś w domu. Bez wyrażania uczuć, emocji, chłodny (idealnie nadaje sie alkoholik). I trwasz w tym związku. Cieszysz sie z krótkich chwil kiedy jest trzeźwy. Wtedy jest kochający, czuły.... Pielęgnujesz te chwile, wspominasz. Myślisz, że tylko na tyle zasługujesz...
Że lepsze portki takie niż żadne. Albo.. kto by cię chciał??? Ciesz się, że sie z tobą ożeniłem.
Starasz sie jakoś przeżyć dzień.. (przecież w domu tez tak było i jakoś przeżyłaś)

U mnie nie było alkoholu. Ale mamy mojej nigdy nie było w domu. Siedziałam i czekałam na nią. Było mi smutno i nieraz płakałam.
Wzięłam sobie za męża alkoholika i pracoholika, którego także nie było w domu. Jak matki. Znów siedziałam i czekałam na niego wspominając piękne chwile. Tez było mi smutno i też płakałam
Nie skarżyłam się. Myślałam ,że tak ma być. Że wszyscy tak mają. A nawet mają gorzej. (Czego ty kobieto chcesz- pracuje, daje kasę, a że popija... no cóż)
Szacunek, miłość, wolność, zaufanie, dobre słowo, uznanie to były dla mnie odległe galaktyki.
Troche lat zabrało mi stwierdzenie, że ja tak juz dłużej nie chcę. Że ... MAM PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA!
Ale tak naprawdę, to oczy otwarły mi się dopiero na terapii!!!!!

takie jest moje zdanie
pozdr

Anonymous - Śro 26 Sie, 2009 18:00

dziekanka69 napisał/a:
został ojciec alkoholik, którego niestety w kosmos nie wystrzelę.

:-) Bardzo to przykre, że nie masz odpowiedniego napędu kosmicznego.

Anonymous - Śro 26 Sie, 2009 18:04

dziekanka69 napisał/a:
Tak, że jak potrafisz czarować, to czaruj, a chętnych napewno ci nie zabraknie :-)

:-) bardzo ciekawie pisze tutaj KAHAPE.
aLE JA OD SIEBIE:
Trzeba zadbać o siiebie i swoje współuzależnienie zamiast ojcem się zajmować.
:571: warto wyzbyć się DYSFUNKCJI - to przynajmniej da efekty i lepsze samopoczucie.

Wykręcona - Śro 26 Sie, 2009 20:18

Zawsze można spiętrzyć kryzys i zrobić interwencję :mrgreen: :mrgreen:
migotka351 - Pią 28 Sie, 2009 00:17

kahape napisał/a:
Troche lat zabrało mi stwierdzenie, że ja tak juz dłużej nie chcę. Że ... MAM PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA!
Ale tak naprawdę, to oczy otwarły mi się dopiero na terapii!!!!!


Witam,
Popieram Kahape w całej rozciągłości.
terapia, terapia i jeszcze raz terapia !!!!
To jedyny sposób na odczarowanie.
Inaczej będziemy posłuszne alko jak guru.. jak kobra zaklinaczowi węży...
Nasz alko jest lepszy niż zaklinacz... niż guru.. jego słowa wywracają nasze myślenie do góry nogami..
Terapia indywidualna z psychologiem, czy też grupowa, czytanie i pisanie na forum, czytanie publikacji z dziedziny współuzależnienia itd itp !! Poznanie siebie, swojej dysfunkcji, bagażu z dzieciństwa i praca nad sobą to podstawa. To droga do zmiany naszej swiadomości, a potem siebie.

"Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem." C.G.Jung
Dokładnie!!!
Jeśli nie poznamy swego współuzależnienia, wciąż będziemy psioczyć na zły los...
Będziemy mieli nie tylko chore relacje z mężem, ale często dziećmi, współpracownikami itd. Bo to wiele cech, które powodują, ze nie potrafimy zadbać o swoje szczęście itp.
Potrafimy tylko poddawać się biernie, biadolić i użalać się.
Terapia przekonuje do podjecia działań, do podjęcia próby zmiany swego losu...

Na terapii pojawiamy się jak ślepiec na przejściu dla pieszych...
Ale nie mamy nawet białej laski... słyszymy tylko sygnał, że możemy iść.. że tam gdzieś po drugiej stronie jest zielone światło... musimy zawierzyć, zaufać.. musimy słuchać i tam iść... potykać się..przewracać..ale iść..
musimy słuchać tych dźwięków na terapii.. i ufać.. pierw na ślepo... bo potem same przejrzymy na oczy-jak napisała kahape-i same zobaczymy, że to światło zielone tam naprawde jest!!! że warto tam iść, bo tam jest inne życie!!!!

JA podjęłąm terapię i pierwsze zmiany w życiu na wiosnę 2006..
Targały mną wątpliwości, bałam się...
Nie przypuszczałam wtedy, że będę tak szczęśliwa!!!!
Teraz
jestem królową swojego losu.. księżniczką własnej bajki :)

teraz wiem, że ŻYJĘ :)))

czytanie forum jest powrotem do przeszłości.. do KOSZMARU, w którym tkwiłam długie lata... NIGDY WIĘCEJ NIE CHCE TAK ŻYĆ!!!!

To takie moje rozważania, którymi chciałam się podzielić w tej kwestii.

Pozdrawiam :)
Niech MOC będzie z Wami!!!

dziekanka69 - Pią 28 Sie, 2009 11:56

Nie pozostaje nam nic innego zawierzyć tym, którym się udało wyjść z tego zaczarowanego kręgu. To nic, że długa droga przed nami, warto spróbować, a że po drodze jeszcze nie raz łezka poleci, to taki produkt uboczny.
A swoją drogą szkoda, że nie ma takiego szamana ;-)
Pozdrawiam

morelka - Pią 28 Sie, 2009 22:38

dromax napisał/a:
TE MASKOWANIA, te przekręty, klamstewka i nawet usprawiedliwianie alkoholika, pomaganie zatuszowac sprawę.
I nikomu nic nie mówić, że taki jest problem w rodzinie - bo rzekomo nikt o tym nie wie.
A okazuje się, że wszyscy w promieniu kilomerta dokładnie znają i wiedzą co się dzieje.


z moim pierwszym mężem było tak, że jego rodzina, rodzice, brat, "nic nie widzieli, nic nie słyszeli", mimo, że ja niejednokrotnie problem sygnalizowałam, oczekując od nich rady i pomocy. w końcu przestałam próbowac do nich dotrzec, bo to było jak walenie grochem o ścianę. a teraz, jak sie zapił, to mnie o to obwiniają - choc dalej nie przyjmują do wiadomości, że umarł przez picie, i nawet fakt, że miał ponad 2 promille w chwili śmierci, też ich nie przekonuje. ani stwierdzenie jego "kolegów", że był w kilkutygodniowym ciągu.
a moja wina jest taka, że kiedy po wyjściu z cieżkiej choroby, spowodowanej tym piciem właśnie, błagał mnie, żebym od niego nie odchodziła, a ja, głupia, zostałam, i on zaczął znowu pic, to wtedy odeszłam, głucha na prośby. no i zaczął wtedy pic - nie pic, z żalu za mną, ch** wie, co tam jeszcze, w każdym bądź razie to przeze mnie, bo się z drugim facetem związałam. najgorsza synowa pod słońcem się okazałam, a synuś taki cacy był.
NIE PRZYJELI I NIGDY NIE PRZYJMĄ do wiadomości jego alkoholizmu. a wiecie dlaczego??? bo to taka rodzina Dulskich, jak się okazało.

A ja - no cóż, jak się okazuje, trafiłam z deszczu pod rynnę, ale to już inna bajka :D

morelka - Pią 28 Sie, 2009 22:41

no, moja pani od polskiego miała by dużo do powiedzenia za to moje "okazało", "okazała", "okazałam" tak w zdaniach jednym po drugim. :D :D :D

miłego weekendu!!

Anonymous - Nie 30 Sie, 2009 08:59

morelka napisał/a:
A ja - no cóż, jak się okazuje, trafiłam z deszczu pod rynnę,

Jak się jest ZACZAROWANĄ - to inaczej być nie może.
Trzeba się odczarować!

dajana1 - Nie 30 Sie, 2009 11:20

dromax napisał/a:
JAK ODCZAROWAĆ WSPÓŁUZALEŻNIENIE?
Jak się dać odczarować?

Moim zdaniem, najpierw uświadomić sobie trzeba swoją bezsilność- wobec alkoholu ale nie tylko, bo wobec swoich beznadziejnych zachowań też (u mnie były to np. bezsensowne wrzaski i narzekania, że jaka to ja biedna jestem). Wydawało mi się to kiedyś zwykłym frazesem. Jednak przychodzi taki moment i czuje się, że dłużej tak nie można. Garną się wtedy różne emocje: strach, niepokój. To są uczucia, które determinują do działania, do samoobrony. I jak się wie jak, to można zacząć.
Terapia indywidualna i grupowa- tu dowiadujemy się o samej chorobie naszej i naszych alko- o mechanizmach rządzących nami, o tym jak można zachowywać się w danych sytuacjach, jak rozmawiać, jak wyrażać emocje, jakie są cechy przemocy, co można zrobić, żeby sobie radzić, i mnóstwo innych.
Oprócz tego wsparcie. Bez tego może być kiepsko. Muszą to być ludzie, na których można polegać w różnych sytuacjach. Często zdarza się, że nie chcą wtrącać się w nasze sprawy, ale zawsze w jakiś sposób pomogą: to wysłuchają, przypilnują dziecka, pożyczą pieniądze, itd. Zazwyczaj zawsze znajdzie się ktoś do pomocy, trzeba tylko wyjść do ludzi i powiedzieć "prosto z mostu": "potrzebuję pomocy!!" i konkretnie jakiej. Nie tu to gdzie indziej. Nie można oczywiście nadużywać takiej życzliwości.
No i nasze działania. Nie jest łatwo bez działania osiągnąć nasz cel: normalność, spokój, szacunek. Trzeba wobec tego ustalić swoje granice (u współuzależnionych praktycznie są one w zaniku lub już ich nie ma). Chodzi przede wszystkim o ustalenie granic swojej niezależności, godności, wolności. Do takich działań należą, np.: nasze żądania (może to za mocne słowo), np. nie życzę sobie takiego tonu głosu, nie życzę sobie alkoholu w domu i w tobie, nie życzę sobie aby pieniądze na życie szły na picie, itd. i KONSEKWENCJA w ich realizacji. Niestety często należy się wspomóc sądem, bo opór będzie raczej napewno- przecież do tej pory naszym agresorom i alko było jak "pączkom w maśle" i dlaczego mieliby z tego zrezygnować.
Myślę, że bez tych podstawowych form pomocy: terapia, wsparcie i nasze działania- szczególnie prawne, będzie prawie niemożliwe nasze odczarowanie. Takie jest moje zdanie w skrócie. ;-)

mme - Nie 30 Sie, 2009 18:46

Cytat:
[quote="morelkaz moim pierwszym mężem było tak, że jego rodzina, rodzice, brat, "nic nie widzieli, nic nie słyszeli", mimo, że ja niejednokrotnie problem sygnalizowałam, oczekując od nich rady i pomocy. w końcu przestałam próbowac do nich dotrzec, bo to było jak walenie grochem o ścianę. a teraz, jak sie zapił, to mnie o to obwiniają

Rodziny alkoholików: rodzice, rodzeństwo tez są współuzależnieni. Zaryzykuję tezę, że nam (jestem siostrą alkoholika) trudniej "odczarować współuzależnienie". Moje doświadczenia pewnie nie są regułą, ale tylko po przeczytaniu kilku historii na tym forum dostrzegam pewną prawidłowość, której sama też doświadczyłam. Po pierwsze: złość, w najlepszym wypadku niechęć w stosunku do "jego rodzinki" ("mamusi", siostrzyczki": te zdrobnienia zawsze mają pejoratywne zabarwienie); Po drugie pretensje o brak wsparcia, zrozumienia a czasem szkodliwe zachowania, czyli bronirnie swojego syna, brata alkoholika itp. Często też wzajemne obwinianie się o to, że on(a) jest alkoholikiem, bo może gdyby miał(a) lepszą żonę- męża to może by nie pił(a), a gdyby oni (rodzina)...to...

Wszystko to mam za sobą. Kiedy wiele lat temu moja bratowa (była bratowa) sygnalizowała, że brat nadużywa alkoholu, zarówno ja jak i moja mama (ojciec juz wtedy nie żył) bagatelizowałyśmy to. Prawdopodobnie nie dopuszczałysmy wtedy możliwości, że on może być alkoholikiem; przecież jedno piwo, czy drink wieczorem to nie alkoholizm, nawet jeżeli to codzienność. Ja wtedy nie miałam tej wiedzy jaka mam teraz, nie miałam też żadnych doświadczeń- w naszym domu alkohol był prawie nieobecny. W dodatku to właśnie żona brata miała ojca alkoholika, więc myślałam, że pewnie jest przewrażliwona.
Wiele lat później, kiedy stało się dla mnie oczywiste, że brat jest alkoholikiem, początkowo zdarzało mi się myśleć, że gdyby nie miał problemów małżeńskich to może by nie pił. jeszcze trudniej było w to wszystko uwierzyć mojej mamie. I mimo, że wtedy już nie lekceważyłyśmy sygnałów, że on pije, byłyśmy bezradne. Wtedy juz wiedziałam o tym wszystkim, co tutaj stale sie powtarza: że alkoholika trzeba pozbawić komfortu picia a jego bliscy powinni zadbać o siebie. Żonie mojego brata to sie udało: od kilku lat nie są juz małżeństwem, ona nie utrzymuje kontaktu ani z nim ani z nami (to była jej decyzja). Mam wrażenie, że do dzisiaj ma nam za złe, ze my wciąż "przejmujemy się tym alkoholikiem" (zdarzyły nam się przypadkowe spotkania).

Jestesmy nadal współuzależnione. Czy potrafimy kiedyś to odczarować? Czasem myślę, ze łatwiej uniezależnić się (emocjonalnie)od pijącego męża niż od brata, czy syna. W każdym razie ja nie potrafię przestać się przejmować tym, do czego on zmierza. Staram się stosować do rad i wskazówek dla współuzależnionych ale nie potrafię być w tym konsekwentna. I zastanawiam się, czy nie potrafię, czy nie chcę? Czy jeżeli bedę biernie obserwować jego problemy będę się czuła lepiej niż teraz, gdy pomagam mu "utrzymac się na powierzchni" (a więc w gruncie rzeczy pomagam mu w piciu). Może zamiast walczyć ze swoim współuzależnieniem, powinnam wziąć przykład z mojej ciotki, która postanowiła, że nie zostawi swojego alko (mojego wujka), bo jest mu to winna w zamian za wszystko co dla niej zrobił zanim zaczął pić?

Margo75 - Pon 31 Sie, 2009 14:06

mme napisał/a:
Może zamiast walczyć ze swoim współuzależnieniem, powinnam wziąć przykład z mojej ciotki, która postanowiła, że nie zostawi swojego alko (mojego wujka), bo jest mu to winna w zamian za wszystko co dla niej zrobił zanim zaczął pić?


Dlaczego walczyć? nauczyc się po prostu nowych, zdrowych technik radzenia sobie w życiu.
Dlaczego powinna? NIkt nie namawia do odejścia, rozwodu. chodzi o to aby wziąć zycie w swoje ręce. Przestac narzekac "o ja nieszczesliwa , mam tak źle bo moj maz pije". Trzeba nauczyc sie odpowiedzialnosci za wlasne decyzje.

kahape - Pon 31 Sie, 2009 14:50

mme napisał/a:
gdy pomagam mu "utrzymac się na powierzchni" (a więc w gruncie rzeczy pomagam mu w piciu).
u nas na grupie nie szczypią się z nami. Walą prosto z mostu, nie ma głaskania po główce...dlatego powiem ci tak samo: pomagam nie pomagam-pitolenie.
Popostu - nie dajesz mu szansy na trzeźwe życie
Żeby nie było tylko na ciebie. Inni też nie dają mu szansy. Ale ty nie masz patrzeć na innych, masz patrzeć na siebie.
Połóż rękę na sercu i powiedz: ja, jako siostra- nie daję szansy bratu żeby wytrzeźwiał i .......... przeżył.

Dać szansę.. czy z niej skorzysta to już inna para kaloszy. Ale ty masz przede wszystkim DAĆ SZANSĘ.

pozdr
buźka

milena - Pon 31 Sie, 2009 21:12

mme napisał/a:
gdy pomagam mu "utrzymac się na powierzchni" (a więc w gruncie rzeczy pomagam mu w piciu).

kahape napisał/a:
nie dajesz mu szansy na trzeźwe życie
NAJPRAWDZIWSZA PRAWDA!!!!

**********poprawiłam cytowanie
"jobael"

milena - Pon 31 Sie, 2009 21:17

Przepraszam,ale pierwszy cytat w moim poście należy do mme.Źle zacytowałam.A co do czarowania? Szkoda że alkoholików nie da się odczarować :-D
Żaneta - Wto 01 Wrz, 2009 06:45

kahape napisał/a:
W domu tobą sie nie zajmowali. Nikt sie nie pytał czy ci smutno i dlaczego. Miałaś sie uczyć, być grzeczna i nie zawracać głowy.
Nie ma znaczenia czy dlatego, że brat był chorowity i wymagał opieki, czy rodzice wiecznie w pracy albo chłodni w uczuciach, oschli.
Jako dziecko czekasz na te chwile przytulenia, rzadkie i niezaspokajające twoje potrzeby....
Potem tworzysz swój związek. Podobny do tego jaki miałaś w domu. Bez wyrażania uczuć, emocji, chłodny (idealnie nadaje sie alkoholik). I trwasz w tym związku. Cieszysz sie z krótkich chwil kiedy jest trzeźwy. Wtedy jest kochający, czuły.... Pielęgnujesz te chwile, wspominasz. Myślisz, że tylko na tyle zasługujesz...
Że lepsze portki takie niż żadne. Albo.. kto by cię chciał??? Ciesz się, że sie z tobą ożeniłem.
Starasz sie jakoś przeżyć dzień.. (przecież w domu tez tak było i jakoś przeżyłaś)


Dokładnie tak,trafiłaś Kahape w sedno,większośc z nas współuzależnionych ciągną swój bagaż od dziecinstwa i to nie jest przypadek że pakują się potem w takie związki,u mnie było tak samo,potrafiłam sobie stworzyc swój własny jakże dziwny świat i nigdy się nad sobąnie użalałam-zawsze znalazłam kogoś kto miał gorzej niż ja,to jest taki system iluzji i zaprzeczen jak u alko,tylko ja przypłaciłam to stanami depresyjnymi,a najgorsze jest to że i tak nie wiedziałam z czego się to bierze :-/ I myślałam-co jest grane-przecież mam dom,samochód,dzieci,nie pracuję-życ nie umierac-dlaczego nic mnie nie cieszy!!Owszem zdarzały się zrywy-szczęścia,i to bywało kiedy mąż obiecywał poprawę i jakiś czas nie pił-jakże wszystko miało byc inaczej-lepiej,fajniej-nie było-nawet jak raz nie pił chyba z pół roku-też nie było :-/ Terapia otworzyła mi oczy -i zobaczyłam w czym tkwiłam,nigdy nie byłabym szczęśliwa-wprost przeciwnie-mój świat iluzji i zaprzeczen zaprowadził by mnie prosto do wariatkowa,Rozpisałam się,ale potrzebowałam chyba tego,I tu jeszcze Dromaxie do Ciebie-w związku z tematem wątku-współuzależnienia nie da się odczarowac-to ciężka praca nad sobą,nad zmianą swojego myślenia i zachowania ,tylko trzeba zaufac terapeutom,grupie,dziewczynom na al-anon i powoli małymi kroczkami zmieniac siebie,przedewszystkim SIEBIE :-)
kahape napisał/a:
U mnie nie było alkoholu. Ale mamy mojej nigdy nie było w domu. Siedziałam i czekałam na nią. Było mi smutno i nieraz płakałam.
Wzięłam sobie za męża alkoholika i pracoholika, którego także nie było w domu. Jak matki. Znów siedziałam i czekałam na niego wspominając piękne chwile. Tez było mi smutno i też płakałam
Nie skarżyłam się. Myślałam ,że tak ma być. Że wszyscy tak mają. A nawet mają gorzej. (Czego ty kobieto chcesz- pracuje, daje kasę, a że popija... no cóż)
Szacunek, miłość, wolność, zaufanie, dobre słowo, uznanie to były dla mnie odległe galaktyki.
Troche lat zabrało mi stwierdzenie, że ja tak juz dłużej nie chcę. Że ... MAM PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA!
Ale tak naprawdę, to oczy otwarły mi się dopiero na terapii!!!!!

Jakże podobne są nasze historie :-?

Anja - Śro 02 Wrz, 2009 08:19

No to i ja sie przyłącze...

U mnie w domu, nie był problemem alkohol,ja byłam najstarsza z rodzeństwa( jest Nas troje) i to ja byłam za wszystko odpowiedzialna, miałam na glowie opiekę nad rodzeństwem, sprzątanie a nawet i czasami gotowanie, jak juz byłam starsza.....plus wszystko co się nawineło po drodze. Rodzice pracowali i to na mnie skupiało sie wiekszość obowiązków, ojciec chciał doprowadzić mnie do perfekcji ...ciągłym krzykiem, powtarzaniem to zrobiłas żle , a dlaczego tego nie zrobiłas, jak nie zrobiłam pasek był odpowiednim narzędziem kary, obrywało mi sie za wszystko a przy okazji wpajał mi, że ja to ciągle coś robie nie tak i do niczego się nie nadaje...w szkole oczywiście byłam wzorową uczennicą pod kazdym wzgledem ,dyplomy, konkursy , zawody i moje pierwsze miejsca a w domu wszystkie obowiazki na mojej głowie( łagodnie powiedziawszy) ...jak sobie teraz o tym pomyśle to jeszcze ciarki przechodzą,pomimo tego, że szanuje mojego ojca mam do niego straszny żal i czasami mam ochotę mu wykrzyczeć ze zrujnował mi życie!! Z domu wyprowadziłam się zaraz po ukończeniu liceum...ukończyłam uniwerek , poźniej ślub , dziecko , wszystko tak jak powinno być i tak jakby chciał mój ojciec... po drodze miałam kilka związków, teraz wiem że mając związek, który był normalny uciekałam w związek , który był bagnem i tak w kółko..a na koniec wybrałam męza, który traktuje mnie tak samo jak mój ojciec ...zero szacunku ciągłe poniżanie i który całą odpowiedzialnosc spycha na mnie!!! i do tego jest ALKOHOLIKIEM!!!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group