Forum Portalu Uzależnienia
Kochaj, a bedziesz kochany

Współuzależnie - koalkoholizm - POZWOLIĆ się odczarować!

dromax - Wto 25 Sie, 2009 12:02
Temat postu: POZWOLIĆ się odczarować!
Współuzależnienie to straszny stan!
To tragiczna cecha. :oops: :oops: :!:
To jest DYSFUNKCJA podobna do takiego zaczarowania, hipnozy jakiejś.
Jeśli jadowity wąż atakuje np. jakieś polne zwierzątko - to ono nieruchomieje tuż przed agonią - ze strachu.
Ja bym współuzależnienie do tego stanu też porównał.
:-/ Tu na forum jak się czyta posty kobiet co mają alkoholików - to po prostu łapki niekiedy opadają!
Ta złudna nadzieja.... a potem to straszenie, to gderanie - te błagania, prośby - nie pij.... nie pij....
A ON PIJE.
nO I TE MASKOWANIA, te przekręty, klamstewka i nawet usprawiedliwianie alkoholika, pomaganie zatuszowac sprawę.
:-) I nikomu nic nie mówić, że taki jest problem w rodzinie - bo rzekomo nikt o tym nie wie.
:!: A okazuje się, że wszyscy w promieniu kilomerta dokładnie znają i wiedzą co się dzieje.
:?: JAK ODCZAROWAĆ WSPÓŁUZALEŻNIENIE?
Jak się dać odczarować?

dziekanka69 - Wto 25 Sie, 2009 14:59

Masz rację,Dromax, to tragiczna cecha i jezeli można by było ot tak odczarować, to ja pierwsza bym poszła na takie odczarowanie. Od dziecinstwa w moim domu był alkohol, mama radziła sobie jak umiała, powiem Ci, że chyba lepiej ode mnie, tylko niestety zmarła kilkanaście lat temu i został ojciec alkoholik, którego niestety w kosmos nie wystrzelę.
Tak, że jak potrafisz czarować, to czaruj, a chętnych napewno ci nie zabraknie :-)

Wykręcona - Wto 25 Sie, 2009 18:29
Temat postu: Re: POZWOLIĆ się odczarować!
dromax napisał/a:
Jak się dać odczarować?

Iść do znanego szamana, zapłacić mu i czekać na cud. Albo spiętrzyć kryzys :roll:

kahape - Sro 26 Sie, 2009 17:17

Anna Dodziuk w książce „Pokochać siebie” pisze tak:
1.cyt. ”Jeżeli byłeś nie dość tulonym niemowlakiem, niechwalonym maluchem, wiecznie sztorcowanym dzieckiem, wyśmiewanym młodym człowiekiem, to nadal jesteś nimi wszystkimi naraz…..Ale potrzeba ciepłego fizycznego kontaktu, dobrego słowa, szacunku, uznania - krótko mówiąc, dowartościowania na różne sposoby – nie da się zagłuszyć i nieraz daje o sobie znać. A wtedy jest ci przeogromnie smutno, bo nie wierzysz, że możesz dostać w życiu to, czego Ci zawsze brakowało.” kcyt.

2. cyt ”Na etapie życia, kiedy jeszcze nie potrafiłeś porozumiewać się za pomocą słów…… docierały do ciebie informacje kształtujące twój autoportret. Od tego, czy otaczała Cię wówczas atmosfera zadowolenia i zachwytu, czy lęku, złości i napięcia, zależało nie tylko jak spałeś …. ale również to, jak w późniejszych latach czułeś się na świecie i tak jest do dzisiaj. Inaczej mówiąc, z tamtego okresu pochodzi podstawowy zrąb Twojego poczucia, że zasługujesz na miłość i radość życia albo nie zasługujesz”kcyt

3.. cyt”Jest też przeświadczenie, które może zapisać się w psychice na całe dalsze życie: miłość, akceptacja, zainteresowanie to nie jest coś na co zasługujesz Ty jako taki, z tego tylko powodu, że jesteś. Musisz na nie zarobić, zasłużyć, dostosować się do określonych oczekiwań, być taki a nie inny”kcyt

Susan Forward „Toksyczni rodzice”
Cyt. „Niewielu ludzi łączy swoje problemy z rodzicami… Ludziom poprostu trudno jest dostrzec, że ich stosunki z rodzicami w znaczący sposób wpływają na ich życie”kcyt.
Cyt. „Nasi rodzice sieją w nas mentalne i emocjonalne ziarna – ziarna, które rosną wraz z nami. W niektórych rodzinach są to ziarna miłości, szacunku i wolności. Niestety, w wielu innych są to ziarna strachu, obowiązku czy winy.”kcyt
tyle psychoterapeuci...

czyli... NISKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI ( na początku terapii wszystkie tak mają)
W domu tobą sie nie zajmowali. Nikt sie nie pytał czy ci smutno i dlaczego. Miałaś sie uczyć, być grzeczna i nie zawracać głowy.
Nie ma znaczenia czy dlatego, że brat był chorowity i wymagał opieki, czy rodzice wiecznie w pracy albo chłodni w uczuciach, oschli.
Jako dziecko czekasz na te chwile przytulenia, rzadkie i niezaspokajające twoje potrzeby....
Potem tworzysz swój związek. Podobny do tego jaki miałaś w domu. Bez wyrażania uczuć, emocji, chłodny (idealnie nadaje sie alkoholik). I trwasz w tym związku. Cieszysz sie z krótkich chwil kiedy jest trzeźwy. Wtedy jest kochający, czuły.... Pielęgnujesz te chwile, wspominasz. Myślisz, że tylko na tyle zasługujesz...
Że lepsze portki takie niż żadne. Albo.. kto by cię chciał??? Ciesz się, że sie z tobą ożeniłem.
Starasz sie jakoś przeżyć dzień.. (przecież w domu tez tak było i jakoś przeżyłaś)

U mnie nie było alkoholu. Ale mamy mojej nigdy nie było w domu. Siedziałam i czekałam na nią. Było mi smutno i nieraz płakałam.
Wzięłam sobie za męża alkoholika i pracoholika, którego także nie było w domu. Jak matki. Znów siedziałam i czekałam na niego wspominając piękne chwile. Tez było mi smutno i też płakałam
Nie skarżyłam się. Myślałam ,że tak ma być. Że wszyscy tak mają. A nawet mają gorzej. (Czego ty kobieto chcesz- pracuje, daje kasę, a że popija... no cóż)
Szacunek, miłość, wolność, zaufanie, dobre słowo, uznanie to były dla mnie odległe galaktyki.
Troche lat zabrało mi stwierdzenie, że ja tak juz dłużej nie chcę. Że ... MAM PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA!
Ale tak naprawdę, to oczy otwarły mi się dopiero na terapii!!!!!

takie jest moje zdanie
pozdr

dromax - Sro 26 Sie, 2009 18:00

dziekanka69 napisał/a:
został ojciec alkoholik, którego niestety w kosmos nie wystrzelę.

:-) Bardzo to przykre, że nie masz odpowiedniego napędu kosmicznego.

dromax - Sro 26 Sie, 2009 18:04

dziekanka69 napisał/a:
Tak, że jak potrafisz czarować, to czaruj, a chętnych napewno ci nie zabraknie :-)

:-) bardzo ciekawie pisze tutaj KAHAPE.
aLE JA OD SIEBIE:
Trzeba zadbać o siiebie i swoje współuzależnienie zamiast ojcem się zajmować.
:571: warto wyzbyć się DYSFUNKCJI - to przynajmniej da efekty i lepsze samopoczucie.

Wykręcona - Sro 26 Sie, 2009 20:18

Zawsze można spiętrzyć kryzys i zrobić interwencję :mrgreen: :mrgreen:
migotka351 - Pią 28 Sie, 2009 00:17

kahape napisał/a:
Troche lat zabrało mi stwierdzenie, że ja tak juz dłużej nie chcę. Że ... MAM PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA!
Ale tak naprawdę, to oczy otwarły mi się dopiero na terapii!!!!!


Witam,
Popieram Kahape w całej rozciągłości.
terapia, terapia i jeszcze raz terapia !!!!
To jedyny sposób na odczarowanie.
Inaczej będziemy posłuszne alko jak guru.. jak kobra zaklinaczowi węży...
Nasz alko jest lepszy niż zaklinacz... niż guru.. jego słowa wywracają nasze myślenie do góry nogami..
Terapia indywidualna z psychologiem, czy też grupowa, czytanie i pisanie na forum, czytanie publikacji z dziedziny współuzależnienia itd itp !! Poznanie siebie, swojej dysfunkcji, bagażu z dzieciństwa i praca nad sobą to podstawa. To droga do zmiany naszej swiadomości, a potem siebie.

"Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem." C.G.Jung
Dokładnie!!!
Jeśli nie poznamy swego współuzależnienia, wciąż będziemy psioczyć na zły los...
Będziemy mieli nie tylko chore relacje z mężem, ale często dziećmi, współpracownikami itd. Bo to wiele cech, które powodują, ze nie potrafimy zadbać o swoje szczęście itp.
Potrafimy tylko poddawać się biernie, biadolić i użalać się.
Terapia przekonuje do podjecia działań, do podjęcia próby zmiany swego losu...

Na terapii pojawiamy się jak ślepiec na przejściu dla pieszych...
Ale nie mamy nawet białej laski... słyszymy tylko sygnał, że możemy iść.. że tam gdzieś po drugiej stronie jest zielone światło... musimy zawierzyć, zaufać.. musimy słuchać i tam iść... potykać się..przewracać..ale iść..
musimy słuchać tych dźwięków na terapii.. i ufać.. pierw na ślepo... bo potem same przejrzymy na oczy-jak napisała kahape-i same zobaczymy, że to światło zielone tam naprawde jest!!! że warto tam iść, bo tam jest inne życie!!!!

JA podjęłąm terapię i pierwsze zmiany w życiu na wiosnę 2006..
Targały mną wątpliwości, bałam się...
Nie przypuszczałam wtedy, że będę tak szczęśliwa!!!!
Teraz
jestem królową swojego losu.. księżniczką własnej bajki :)

teraz wiem, że ŻYJĘ :)))

czytanie forum jest powrotem do przeszłości.. do KOSZMARU, w którym tkwiłam długie lata... NIGDY WIĘCEJ NIE CHCE TAK ŻYĆ!!!!

To takie moje rozważania, którymi chciałam się podzielić w tej kwestii.

Pozdrawiam :)
Niech MOC będzie z Wami!!!

dziekanka69 - Pią 28 Sie, 2009 11:56

Nie pozostaje nam nic innego zawierzyć tym, którym się udało wyjść z tego zaczarowanego kręgu. To nic, że długa droga przed nami, warto spróbować, a że po drodze jeszcze nie raz łezka poleci, to taki produkt uboczny.
A swoją drogą szkoda, że nie ma takiego szamana ;-)
Pozdrawiam

morelka - Pią 28 Sie, 2009 22:38

dromax napisał/a:
TE MASKOWANIA, te przekręty, klamstewka i nawet usprawiedliwianie alkoholika, pomaganie zatuszowac sprawę.
I nikomu nic nie mówić, że taki jest problem w rodzinie - bo rzekomo nikt o tym nie wie.
A okazuje się, że wszyscy w promieniu kilomerta dokładnie znają i wiedzą co się dzieje.


z moim pierwszym mężem było tak, że jego rodzina, rodzice, brat, "nic nie widzieli, nic nie słyszeli", mimo, że ja niejednokrotnie problem sygnalizowałam, oczekując od nich rady i pomocy. w końcu przestałam próbowac do nich dotrzec, bo to było jak walenie grochem o ścianę. a teraz, jak sie zapił, to mnie o to obwiniają - choc dalej nie przyjmują do wiadomości, że umarł przez picie, i nawet fakt, że miał ponad 2 promille w chwili śmierci, też ich nie przekonuje. ani stwierdzenie jego "kolegów", że był w kilkutygodniowym ciągu.
a moja wina jest taka, że kiedy po wyjściu z cieżkiej choroby, spowodowanej tym piciem właśnie, błagał mnie, żebym od niego nie odchodziła, a ja, głupia, zostałam, i on zaczął znowu pic, to wtedy odeszłam, głucha na prośby. no i zaczął wtedy pic - nie pic, z żalu za mną, ch** wie, co tam jeszcze, w każdym bądź razie to przeze mnie, bo się z drugim facetem związałam. najgorsza synowa pod słońcem się okazałam, a synuś taki cacy był.
NIE PRZYJELI I NIGDY NIE PRZYJMĄ do wiadomości jego alkoholizmu. a wiecie dlaczego??? bo to taka rodzina Dulskich, jak się okazało.

A ja - no cóż, jak się okazuje, trafiłam z deszczu pod rynnę, ale to już inna bajka :D

morelka - Pią 28 Sie, 2009 22:41

no, moja pani od polskiego miała by dużo do powiedzenia za to moje "okazało", "okazała", "okazałam" tak w zdaniach jednym po drugim. :D :D :D

miłego weekendu!!

dromax - Nie 30 Sie, 2009 08:59

morelka napisał/a:
A ja - no cóż, jak się okazuje, trafiłam z deszczu pod rynnę,

Jak się jest ZACZAROWANĄ - to inaczej być nie może.
Trzeba się odczarować!

dajana1 - Nie 30 Sie, 2009 11:20

dromax napisał/a:
JAK ODCZAROWAĆ WSPÓŁUZALEŻNIENIE?
Jak się dać odczarować?

Moim zdaniem, najpierw uświadomić sobie trzeba swoją bezsilność- wobec alkoholu ale nie tylko, bo wobec swoich beznadziejnych zachowań też (u mnie były to np. bezsensowne wrzaski i narzekania, że jaka to ja biedna jestem). Wydawało mi się to kiedyś zwykłym frazesem. Jednak przychodzi taki moment i czuje się, że dłużej tak nie można. Garną się wtedy różne emocje: strach, niepokój. To są uczucia, które determinują do działania, do samoobrony. I jak się wie jak, to można zacząć.
Terapia indywidualna i grupowa- tu dowiadujemy się o samej chorobie naszej i naszych alko- o mechanizmach rządzących nami, o tym jak można zachowywać się w danych sytuacjach, jak rozmawiać, jak wyrażać emocje, jakie są cechy przemocy, co można zrobić, żeby sobie radzić, i mnóstwo innych.
Oprócz tego wsparcie. Bez tego może być kiepsko. Muszą to być ludzie, na których można polegać w różnych sytuacjach. Często zdarza się, że nie chcą wtrącać się w nasze sprawy, ale zawsze w jakiś sposób pomogą: to wysłuchają, przypilnują dziecka, pożyczą pieniądze, itd. Zazwyczaj zawsze znajdzie się ktoś do pomocy, trzeba tylko wyjść do ludzi i powiedzieć "prosto z mostu": "potrzebuję pomocy!!" i konkretnie jakiej. Nie tu to gdzie indziej. Nie można oczywiście nadużywać takiej życzliwości.
No i nasze działania. Nie jest łatwo bez działania osiągnąć nasz cel: normalność, spokój, szacunek. Trzeba wobec tego ustalić swoje granice (u współuzależnionych praktycznie są one w zaniku lub już ich nie ma). Chodzi przede wszystkim o ustalenie granic swojej niezależności, godności, wolności. Do takich działań należą, np.: nasze żądania (może to za mocne słowo), np. nie życzę sobie takiego tonu głosu, nie życzę sobie alkoholu w domu i w tobie, nie życzę sobie aby pieniądze na życie szły na picie, itd. i KONSEKWENCJA w ich realizacji. Niestety często należy się wspomóc sądem, bo opór będzie raczej napewno- przecież do tej pory naszym agresorom i alko było jak "pączkom w maśle" i dlaczego mieliby z tego zrezygnować.
Myślę, że bez tych podstawowych form pomocy: terapia, wsparcie i nasze działania- szczególnie prawne, będzie prawie niemożliwe nasze odczarowanie. Takie jest moje zdanie w skrócie. ;-)

mme - Nie 30 Sie, 2009 18:46

Cytat:
[quote="morelkaz moim pierwszym mężem było tak, że jego rodzina, rodzice, brat, "nic nie widzieli, nic nie słyszeli", mimo, że ja niejednokrotnie problem sygnalizowałam, oczekując od nich rady i pomocy. w końcu przestałam próbowac do nich dotrzec, bo to było jak walenie grochem o ścianę. a teraz, jak sie zapił, to mnie o to obwiniają

Rodziny alkoholików: rodzice, rodzeństwo tez są współuzależnieni. Zaryzykuję tezę, że nam (jestem siostrą alkoholika) trudniej "odczarować współuzależnienie". Moje doświadczenia pewnie nie są regułą, ale tylko po przeczytaniu kilku historii na tym forum dostrzegam pewną prawidłowość, której sama też doświadczyłam. Po pierwsze: złość, w najlepszym wypadku niechęć w stosunku do "jego rodzinki" ("mamusi", siostrzyczki": te zdrobnienia zawsze mają pejoratywne zabarwienie); Po drugie pretensje o brak wsparcia, zrozumienia a czasem szkodliwe zachowania, czyli bronirnie swojego syna, brata alkoholika itp. Często też wzajemne obwinianie się o to, że on(a) jest alkoholikiem, bo może gdyby miał(a) lepszą żonę- męża to może by nie pił(a), a gdyby oni (rodzina)...to...

Wszystko to mam za sobą. Kiedy wiele lat temu moja bratowa (była bratowa) sygnalizowała, że brat nadużywa alkoholu, zarówno ja jak i moja mama (ojciec juz wtedy nie żył) bagatelizowałyśmy to. Prawdopodobnie nie dopuszczałysmy wtedy możliwości, że on może być alkoholikiem; przecież jedno piwo, czy drink wieczorem to nie alkoholizm, nawet jeżeli to codzienność. Ja wtedy nie miałam tej wiedzy jaka mam teraz, nie miałam też żadnych doświadczeń- w naszym domu alkohol był prawie nieobecny. W dodatku to właśnie żona brata miała ojca alkoholika, więc myślałam, że pewnie jest przewrażliwona.
Wiele lat później, kiedy stało się dla mnie oczywiste, że brat jest alkoholikiem, początkowo zdarzało mi się myśleć, że gdyby nie miał problemów małżeńskich to może by nie pił. jeszcze trudniej było w to wszystko uwierzyć mojej mamie. I mimo, że wtedy już nie lekceważyłyśmy sygnałów, że on pije, byłyśmy bezradne. Wtedy juz wiedziałam o tym wszystkim, co tutaj stale sie powtarza: że alkoholika trzeba pozbawić komfortu picia a jego bliscy powinni zadbać o siebie. Żonie mojego brata to sie udało: od kilku lat nie są juz małżeństwem, ona nie utrzymuje kontaktu ani z nim ani z nami (to była jej decyzja). Mam wrażenie, że do dzisiaj ma nam za złe, ze my wciąż "przejmujemy się tym alkoholikiem" (zdarzyły nam się przypadkowe spotkania).

Jestesmy nadal współuzależnione. Czy potrafimy kiedyś to odczarować? Czasem myślę, ze łatwiej uniezależnić się (emocjonalnie)od pijącego męża niż od brata, czy syna. W każdym razie ja nie potrafię przestać się przejmować tym, do czego on zmierza. Staram się stosować do rad i wskazówek dla współuzależnionych ale nie potrafię być w tym konsekwentna. I zastanawiam się, czy nie potrafię, czy nie chcę? Czy jeżeli bedę biernie obserwować jego problemy będę się czuła lepiej niż teraz, gdy pomagam mu "utrzymac się na powierzchni" (a więc w gruncie rzeczy pomagam mu w piciu). Może zamiast walczyć ze swoim współuzależnieniem, powinnam wziąć przykład z mojej ciotki, która postanowiła, że nie zostawi swojego alko (mojego wujka), bo jest mu to winna w zamian za wszystko co dla niej zrobił zanim zaczął pić?

Margo75 - Pon 31 Sie, 2009 14:06

mme napisał/a:
Może zamiast walczyć ze swoim współuzależnieniem, powinnam wziąć przykład z mojej ciotki, która postanowiła, że nie zostawi swojego alko (mojego wujka), bo jest mu to winna w zamian za wszystko co dla niej zrobił zanim zaczął pić?


Dlaczego walczyć? nauczyc się po prostu nowych, zdrowych technik radzenia sobie w życiu.
Dlaczego powinna? NIkt nie namawia do odejścia, rozwodu. chodzi o to aby wziąć zycie w swoje ręce. Przestac narzekac "o ja nieszczesliwa , mam tak źle bo moj maz pije". Trzeba nauczyc sie odpowiedzialnosci za wlasne decyzje.

kahape - Pon 31 Sie, 2009 14:50

mme napisał/a:
gdy pomagam mu "utrzymac się na powierzchni" (a więc w gruncie rzeczy pomagam mu w piciu).
u nas na grupie nie szczypią się z nami. Walą prosto z mostu, nie ma głaskania po główce...dlatego powiem ci tak samo: pomagam nie pomagam-pitolenie.
Popostu - nie dajesz mu szansy na trzeźwe życie
Żeby nie było tylko na ciebie. Inni też nie dają mu szansy. Ale ty nie masz patrzeć na innych, masz patrzeć na siebie.
Połóż rękę na sercu i powiedz: ja, jako siostra- nie daję szansy bratu żeby wytrzeźwiał i .......... przeżył.

Dać szansę.. czy z niej skorzysta to już inna para kaloszy. Ale ty masz przede wszystkim DAĆ SZANSĘ.

pozdr
buźka

milena - Pon 31 Sie, 2009 21:12

mme napisał/a:
gdy pomagam mu "utrzymac się na powierzchni" (a więc w gruncie rzeczy pomagam mu w piciu).

kahape napisał/a:
nie dajesz mu szansy na trzeźwe życie
NAJPRAWDZIWSZA PRAWDA!!!!

**********poprawiłam cytowanie
"jobael"

milena - Pon 31 Sie, 2009 21:17

Przepraszam,ale pierwszy cytat w moim poście należy do mme.Źle zacytowałam.A co do czarowania? Szkoda że alkoholików nie da się odczarować :-D
Żaneta - Wto 01 Wrz, 2009 06:45

kahape napisał/a:
W domu tobą sie nie zajmowali. Nikt sie nie pytał czy ci smutno i dlaczego. Miałaś sie uczyć, być grzeczna i nie zawracać głowy.
Nie ma znaczenia czy dlatego, że brat był chorowity i wymagał opieki, czy rodzice wiecznie w pracy albo chłodni w uczuciach, oschli.
Jako dziecko czekasz na te chwile przytulenia, rzadkie i niezaspokajające twoje potrzeby....
Potem tworzysz swój związek. Podobny do tego jaki miałaś w domu. Bez wyrażania uczuć, emocji, chłodny (idealnie nadaje sie alkoholik). I trwasz w tym związku. Cieszysz sie z krótkich chwil kiedy jest trzeźwy. Wtedy jest kochający, czuły.... Pielęgnujesz te chwile, wspominasz. Myślisz, że tylko na tyle zasługujesz...
Że lepsze portki takie niż żadne. Albo.. kto by cię chciał??? Ciesz się, że sie z tobą ożeniłem.
Starasz sie jakoś przeżyć dzień.. (przecież w domu tez tak było i jakoś przeżyłaś)


Dokładnie tak,trafiłaś Kahape w sedno,większośc z nas współuzależnionych ciągną swój bagaż od dziecinstwa i to nie jest przypadek że pakują się potem w takie związki,u mnie było tak samo,potrafiłam sobie stworzyc swój własny jakże dziwny świat i nigdy się nad sobąnie użalałam-zawsze znalazłam kogoś kto miał gorzej niż ja,to jest taki system iluzji i zaprzeczen jak u alko,tylko ja przypłaciłam to stanami depresyjnymi,a najgorsze jest to że i tak nie wiedziałam z czego się to bierze :-/ I myślałam-co jest grane-przecież mam dom,samochód,dzieci,nie pracuję-życ nie umierac-dlaczego nic mnie nie cieszy!!Owszem zdarzały się zrywy-szczęścia,i to bywało kiedy mąż obiecywał poprawę i jakiś czas nie pił-jakże wszystko miało byc inaczej-lepiej,fajniej-nie było-nawet jak raz nie pił chyba z pół roku-też nie było :-/ Terapia otworzyła mi oczy -i zobaczyłam w czym tkwiłam,nigdy nie byłabym szczęśliwa-wprost przeciwnie-mój świat iluzji i zaprzeczen zaprowadził by mnie prosto do wariatkowa,Rozpisałam się,ale potrzebowałam chyba tego,I tu jeszcze Dromaxie do Ciebie-w związku z tematem wątku-współuzależnienia nie da się odczarowac-to ciężka praca nad sobą,nad zmianą swojego myślenia i zachowania ,tylko trzeba zaufac terapeutom,grupie,dziewczynom na al-anon i powoli małymi kroczkami zmieniac siebie,przedewszystkim SIEBIE :-)
kahape napisał/a:
U mnie nie było alkoholu. Ale mamy mojej nigdy nie było w domu. Siedziałam i czekałam na nią. Było mi smutno i nieraz płakałam.
Wzięłam sobie za męża alkoholika i pracoholika, którego także nie było w domu. Jak matki. Znów siedziałam i czekałam na niego wspominając piękne chwile. Tez było mi smutno i też płakałam
Nie skarżyłam się. Myślałam ,że tak ma być. Że wszyscy tak mają. A nawet mają gorzej. (Czego ty kobieto chcesz- pracuje, daje kasę, a że popija... no cóż)
Szacunek, miłość, wolność, zaufanie, dobre słowo, uznanie to były dla mnie odległe galaktyki.
Troche lat zabrało mi stwierdzenie, że ja tak juz dłużej nie chcę. Że ... MAM PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA!
Ale tak naprawdę, to oczy otwarły mi się dopiero na terapii!!!!!

Jakże podobne są nasze historie :-?

Anja - Sro 02 Wrz, 2009 08:19

No to i ja sie przyłącze...

U mnie w domu, nie był problemem alkohol,ja byłam najstarsza z rodzeństwa( jest Nas troje) i to ja byłam za wszystko odpowiedzialna, miałam na glowie opiekę nad rodzeństwem, sprzątanie a nawet i czasami gotowanie, jak juz byłam starsza.....plus wszystko co się nawineło po drodze. Rodzice pracowali i to na mnie skupiało sie wiekszość obowiązków, ojciec chciał doprowadzić mnie do perfekcji ...ciągłym krzykiem, powtarzaniem to zrobiłas żle , a dlaczego tego nie zrobiłas, jak nie zrobiłam pasek był odpowiednim narzędziem kary, obrywało mi sie za wszystko a przy okazji wpajał mi, że ja to ciągle coś robie nie tak i do niczego się nie nadaje...w szkole oczywiście byłam wzorową uczennicą pod kazdym wzgledem ,dyplomy, konkursy , zawody i moje pierwsze miejsca a w domu wszystkie obowiazki na mojej głowie( łagodnie powiedziawszy) ...jak sobie teraz o tym pomyśle to jeszcze ciarki przechodzą,pomimo tego, że szanuje mojego ojca mam do niego straszny żal i czasami mam ochotę mu wykrzyczeć ze zrujnował mi życie!! Z domu wyprowadziłam się zaraz po ukończeniu liceum...ukończyłam uniwerek , poźniej ślub , dziecko , wszystko tak jak powinno być i tak jakby chciał mój ojciec... po drodze miałam kilka związków, teraz wiem że mając związek, który był normalny uciekałam w związek , który był bagnem i tak w kółko..a na koniec wybrałam męza, który traktuje mnie tak samo jak mój ojciec ...zero szacunku ciągłe poniżanie i który całą odpowiedzialnosc spycha na mnie!!! i do tego jest ALKOHOLIKIEM!!!

dajana1 - Sro 02 Wrz, 2009 08:54

Anja, jestem w szoku, :shock: jakbym czytała swój życiorys. Nawet liczba rodzeństwa się zgadza. Tak, to ja za wszystko obrywałam, i jak to tłumaczyłam sobie- przecierałam ścieżki dla mojego młodszego rodzeństwa, dlatego oni nigdy nie zostali nawet tknięci- a ja byłam z tego dumna.
eliania - Sro 02 Wrz, 2009 09:08

Anja napisał/a:
ojciec chciał doprowadzić mnie do perfekcji ...ciągłym krzykiem, powtarzaniem to zrobiłas żle , a dlaczego tego nie zrobiłas, jak nie zrobiłam pasek był odpowiednim narzędziem kary, obrywało mi sie za wszystko a przy okazji wpajał mi, że ja to ciągle coś robie nie tak i do niczego się nie nadaje...w szkole oczywiście byłam wzorową uczennicą pod kazdym wzgledem ,dyplomy, konkursy , zawody i moje pierwsze miejsca

Anja napisał/a:
po drodze miałam kilka związków, teraz wiem że mając związek, który był normalny uciekałam w związek , który był bagnem

dajana1 napisał/a:
Anja, jestem w szoku, :shock: jakbym czytała swój życiorys.
Ja też :shock: Z tym, że u mnie jeszcze było parę rzeczy, o których nie chcę już nawet wspominać. :-?

A kluczem do odczarowania...ciężka praca nad sobą! Wyrugowanie ze świadomości wielu rzeczy; krzywdzących opinii o sobie i tak dalej... Budowanie poczucia własnej wartości, samoakceptacja...Uczenie się życia w spokoju, a nie na ciągłych chorych emocjach...Uczenie się miłości na nowo, tym czym jest, a nie tym czego nas "nauczyli" w dzieciństwie. I pewnie wiele innych. Życzę wszystkim (i sobie :) )aby się udało. :)

dromax - Czw 03 Wrz, 2009 09:08

Anja napisał/a:
..a na koniec wybrałam męza, który traktuje mnie tak samo jak mój ojciec ...zero szacunku ciągłe poniżanie i który całą odpowiedzialnosc spycha na mnie!!! i do tego jest ALKOHOLIKIEM!!!

:oops: Sama sobie zgotowałaś to piekło!
Jeśli sobie to zafundowałaś to równie dobrze możesz z tego zrezygnować. przeciąć to!

Anja - Pią 04 Wrz, 2009 14:23

DROMAX...

może i zgotowałam ten los sobie sama,gorzej z tego wyjść...a podejrzewam ze piekło najgorsze dopiero przede mną:(

mąz nie pije 0d 3 tyg. a mi przechodzi cała złość:(
i nie mogę znalesc ośrodka ALanon po dwóch próbach gdzi epojechalam i pocałaowałam klamkę ..znowu mam przerwe

a może ktoś mi poleci w Wawie jakis sensowną grupę, środmieście ,centrum, okolice pragi południe,praga południe , gocław te dzielnice oczywiście z dokladnymi godzinami tych spotkan bo informacje biore z netu i po raz którys są nieprawdziwe

jobael - Pią 04 Wrz, 2009 15:00

Anja napisał/a:
a może ktoś mi poleci w Wawie jakis sensowną grupę, środmieście ,centrum, okolice pragi południe,praga południe , gocław te dzielnice oczywiście z dokladnymi godzinami tych spotkan bo informacje biore z netu i po raz którys są nieprawdziwe

Sprawdź w swoim wątku . :-) Tu jest inny temat.

migotka351 - Pią 04 Wrz, 2009 21:59

eliania napisał/a:
A kluczem do odczarowania...ciężka praca nad sobą! Wyrugowanie ze świadomości wielu rzeczy; krzywdzących opinii o sobie i tak dalej... Budowanie poczucia własnej wartości, samoakceptacja...Uczenie się życia w spokoju, a nie na ciągłych chorych emocjach...Uczenie się miłości na nowo, tym czym jest, a nie tym czego nas "nauczyli" w dzieciństwie. I pewnie wiele innych.

tu coś o tym :


PRZESZŁOŚĆ NIE MA WŁADZY NADE MNĄ

Zgodnie z moim poglądem na życie, źródła większości problemów życiowych należy szukać w tym że czujemy, iż nie jesteśmy dość dobrzy oraz, że brak nam miłości do siebie.
Przyjrzyjmy się zatem, skąd się bierze to przekonanie.
Jak to się dzieje, że z niemowlęcia, które zna swoją doskonałość i doskonałość życia, przemieniamy się w osobę nękaną kłopotami, w takim czy innym stopniu trapioną poczuciem bezwartościowości i niegodną miłości? Nawet ludzie już kochający siebie mogą czynić to jeszcze mocniej.

Pomyślcie o róży, kiedy jest jeszcze małym pąkiem. Od chwili, gdy rozchyla płatki, aż do opadnięcia ostatniego z nich jest zawsze doskonała, zawsze piękna, zawsze inna. Tak też dzieje się i z nami. Zawsze jesteśmy doskonali, zawsze piękni i ciągle się zmieniamy. Posługujemy się najlepiej, jak umiemy, rozumem, świadomością i posiadaną wiedzą. W miarę jak stajemy się bardziej świadomi, więcej rozumiemy i wiemy – postępujemy inaczej.
Psychiczne porządki

Nadeszła pora, aby przyjrzeć się nieco dokładniej naszej przeszłości: rozpoznać przekonania, które nami powodowały. Tę część procesu oczyszczenia niektórzy uważają za bardzo bolesną, nie musi jednak tak być. Zanim posprzątamy, musimy przyjrzeć się naszemu stanowi posiadania.
Jeśli chcecie dokładnie wysprzątać pokój, rozglądacie się najpierw dokoła i dokonujecie przeglądu. Ulubionym przedmiotom poświęcicie więcej uwagi; trzeba je odkurzyć, wypolerować, przywrócić im dawną świetność. Dostrzeżecie, że niektóre sprawy będą wymagały dokończenia, a pewne rzeczy naprawy. Trzeba to sobie zanotować w pamięci. Przedmioty, które uznacie za bezużyteczne, przeznaczycie do wyrzucenia. Stare gazety, czasopisma, brudne papierowe talerze można spokojnie wyrzucić do śmieci. Nie trzeba się złościć robiąc porządki w mieszkaniu.

To samo dzieje się, gdy sprzątamy dom naszego umysłu. Nie ma powodu denerwować się tylko dlatego, że niektóre nasze przekonania są już niepotrzebne. Należy się ich pozbyć z taką samą łatwością, z jaką wyrzuca się resztki z talerza. Czy naprawdę zaryzykowalibyście grzebanie we wczorajszych odpadkach, by przyrządzić dzisiejszy posiłek? Czy warto grzebać w starym śmietniku psychicznym tylko po to, by tworzyć jutrzejsze doświadczenia?

Jeśli jakaś myśl lub przekonanie nie odpowiada wam, zrezygnujcie z niego, zmieńcie je!
Nie ma takiego prawa, które nakazywałoby przez całe życie trzymać się niewolniczo tego lub innego przekonania!
Spójrzmy zatem na przykłady ograniczających przekonań i zastanówmy się, skąd się wzięły:

OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Nie jestem dość dobry”.
PRZYCZYNA:
Ojciec powtarzający wielokrotnie dziecku, że jest głupie.
Mój pacjent powiedział, że pragnie sukcesu, aby tata mógł być z niego dumny. Jednocześnie miał wielkie poczucie winy, które spowodowało, że wszystkie jego poczynania kończyły się fiaskiem. Tato finansował jego interesy, ale wszystkie kończyły się bankructwem. Syn wykorzystywał to, by się na nim odegrać. Powodował, że ojciec płacił bez końca. Oczywiście, on sam był tym, który najwięcej tracił.

OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
Brak miłości do siebie.
PRZYCZYNA:
Usiłowanie zdobycia akceptacji ojca.
Pewna kobieta bardzo nie chciała być taka, jak jej ojciec. Nie mogli się nigdy w niczym zgodzić i wiecznie się kłócili. Zawsze chciała pozyskać jego akceptację, on jednak stale ją krytykował. Wszystko ją bolało. Ojciec cierpiał także na podobne dolegliwości. Nie uświadamiała sobie, że jej złość była przyczyną bólów, podobnie jak ojciec nie uzmysławiał sobie tego samego źródła swych dolegliwości.

OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Życie jest niebezpieczne”.
PRZYCZYNA:
Przerażony ojciec.
Inna moja pacjentka widziała życie jako groźne i nieprzyjemne. Trudno jej było zdobyć się na śmiech, a jeśli już zdarzyło się jej śmiać, była przerażona, że może się jej przydarzyć coś „złego”. Wychowywano ją, ciągle napominając: „Nie śmiej się, bo licho nie śpi!”

OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Nie jestem dość dobry”.
PRZYCZYNA:
Bycie porzuconym i pomijanym.
Pewnemu mężczyźnie mówienie sprawiało trudność. Milczenie stało się więc sposobem na życie. Miał już za sobą narkotyki i alkohol, był przekonany, że jest okropny. Dowiedziałam się, że jego matka zmarła, gdy był bardzo młody. Wychowywała go ciotka, która rzadko się odzywała, chyba że trzeba było wydać polecenia. Wychowywał się w ciszy. Jadł zawsze sam i przebywał w swoim pokoju przez wiele dni. Miał kochanka, który był milczący i większość czasu spędzali w milczeniu. Kochanek zmarł i znowu był sam.

Ćwiczenie:
Negatywne przekazy

Następne ćwiczenie polega na sporządzeniu na dużej kartce papieru zestawienia wszystkich zarzutów czynionych wam przez rodziców. Jakie to były zarzuty? Nie spieszcie się i przypomnijcie sobie jak najwięcej. Pół godziny zazwyczaj wystarcza, by to uczynić.
Co mówili na temat pieniędzy?
Co mówili na temat twojego ciała?
Co mówili o miłości i związkach uczuciowych?
Co mówili o twoich twórczych zdolnościach?
Co w ich wypowiedziach było ograniczającego, powstrzymującego lub negatywnego?

O ile to możliwe, popatrzcie po prostu obiektywnie na te sprawy i powiedzcie sobie: „Właśnie stąd bierze się to przekonanie”. Teraz weźmy nową kartkę papieru i spróbujmy dokopać się do głębszej warstwy. Jakie były inne negatywne wypowiedzi, które zasłyszałeś w okresie dzieciństwa?
Od krewnych __________________________________
Od nauczycieli ____________________________
Od przyjaciół _________________
Od osób, które są dla ciebie autorytetem
W twoim Kościele
Zapisz je. Nie spiesz się z tym. Bądź świadomy odczuć, jakie pojawiają się w twoim ciele.
To, co napisałeś na dwóch kartkach papieru, to myśli, które powinny być usunięte z twojej świadomości. Są to właśnie te przekonania, które powodują, że czujesz się „nie dość dobry”.
Widzenie siebie jako dziecka

Gdybyśmy postawili pośrodku pokoju trzyletnie dziecko i zaczęli na nie krzyczeć, wymyślać mu, że jest głupie, że nigdy niczego nie potrafi zrobić dobrze, że powinno to zrobić tak, a nie inaczej, gdybyśmy kazali mu przyjrzeć się, jaki zrobiło bałagan, a przy tym jeszcze uderzyli je kilkakrotnie, zobaczylibyśmy, że to wszystko zakończyłoby się albo przerażeniem dziecka, które ulegle siądzie w kącie, albo jego agresją.
Dziecko wybierze jedno z tych dwóch zachowań, my zaś nigdy nie poznamy jego możliwości.

Jeśli temu samemu dziecku powiemy, że je bardzo kochamy, że bardzo nam na nim zależy, że kochamy je takim, jakie ono jest, kochamy za jego uśmiech i mądrość, za jego zachowanie, że nie mamy mu za złe błędów, które popełnia w trakcie nauki i że bez względu na wszystko będziemy dla niego oparciem – okaże się, że możliwości, jakie to dziecko zaprezentuje, przyprawią nas o zawrót głowy.

W każdym z nas tkwi takie trzyletnie dziecko i większość swojego czasu tracimy na karcenie tego dziecka w sobie. A potem dziwimy się, że nie układa nam się w życiu.

Jeśli masz przyjaciela, który zawsze cię krytykuje, czy chciałbyś ciągle przebywać w jego towarzystwie? Być może w ten sposób traktowano cię jako dziecko, i to jest smutne. Ale przecież było to dawno temu i jeśli teraz tak samo się ze sobą obchodzisz, to jest to jeszcze smutniejsze.

Masz przed sobą listę negatywnych przekazów, które usłyszałeś w dzieciństwie. Porównaj je z twoimi przekonaniami o tym, co jest w tobie nie w porządku. Czy listy te nie są podobne? Prawdopodobnie tak.
Nasz scenariusz życiowy oparty jest na tych wczesnych przekazach. Jesteśmy wszyscy dobrymi małymi dziećmi i posłusznie akceptujemy to, co „oni” przekażą nam jako prawdę. Bardzo łatwo byłoby oskarżać za wszystko rodziców i odgrywać rolę ofiar do końca naszego życia. Ale nie byłoby to zbyt przyjemne i z pewnością nie spowodowałoby zmiany naszej uciążliwej sytuacji.
Potępianie naszej rodziny

Obarczanie winą innych z pewnością nie pomoże nam w uporaniu się z naszym problemem.
Przypisywanie winy komuś stawia nas w pozycji biernej ofiary. Zrozumienie tego umożliwi nam spojrzenie z góry na tę sprawę i przejęcie steru w swoje ręce.
Przeszłości nie da się zmienić.
Przyszłość natomiast jest kształtowana przez nasze obecne myślenie. Niezbędną rzeczą dla naszego poczucia wolności jest uświadomienie sobie, że rodzice zrobili wszystko, co mogli, i tyle, na ile pozwoliły im rozeznanie, świadomość i wiedza.
Jeśli obwiniamy innych, oznacza to, że nie bierzemy odpowiedzialności za siebie samych.
Ludzie, którzy nas skrzywdzili, byli tak samo przerażeni i bali się tak jak my. Czuli taką samą bezradność, jaką my odczuwamy. Nauczyli nas prawdopodobnie tylko tego, czego ich nauczono.

Co wiesz o dzieciństwie twoich rodziców, zwłaszcza przed dziesiątym rokiem życia? O ile to możliwe, postaraj się ich o to wypytać. Jeśli uda ci się dowiedzieć czegoś, będzie ci łatwiej zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej postępowali. Zrozumienie przyniesie ci współczucie dla nich.
Jeśli nie wiesz i nie możesz się dowiedzieć, postaraj się wyobrazić sobie, jak to mogło wyglądać. Jakie dzieciństwo stworzyło takiego, a nie innego dorosłego?
Potrzebujesz tej wiedzy dla własnej wolności. Nie staniesz się wolnym, dopóki ich nie uwolnisz od winy. Nie możesz wybaczyć sobie, dopóki nie wybaczysz im. Jeśli wymagasz doskonałości od nich, będziesz tej doskonałości wymagał od siebie i cale życie będziesz nieszczęśliwy.
Wybór rodziców

Zgadzam się z teorią, że to my wybieramy sobie rodziców. Lekcje, jakie pobieramy od życia, wydają się doskonale odpowiadać „słabościom” naszych rodziców.

Wierzę, że jesteśmy w nie kończącej się podróży przez wieczność. Przybyliśmy na tę planetę, by przerobić konkretne lekcje potrzebne dla naszego duchowego rozwoju. Wybieramy płeć, kolor skóry, kraj. Następnie rozglądamy się za rodzicami, którzy doskonale „odzwierciedlą” nasze wzorce.

Nasze pobyty na tej planecie to jakby chodzenie do szkoły.
Jeśli chcesz być kosmetyczką, idziesz do szkoły przygotowującej do tego zawodu. Jeśli chcesz być mechanikiem, uczysz się w szkole technicznej. Jeśli chcesz być prawnikiem, studiujesz prawo.
Rodzice, których sobie wybraliście, byli najlepszymi „znawcami” przedmiotu, którego zdecydowaliście się nauczyć.
Gdy dorastamy, mamy tendencję do wytykania naszym rodzicom ich przewinień, mówimy: „To wy mi to zrobiliście”.
Ja jednak uważam, że sami ich wybraliśmy.
Słuchanie innych

Kiedy byliśmy mali, nasi starsi bracia i siostry stanowili dla nas wyrocznię. Jeśli byli nieszczęśliwi, prawdopodobnie odbijali to sobie na nas fizycznie lub słownie. Mogli na przykład powiedzieć:
„Zaraz wszystko powiem…” (wpajając winę).
„Jesteś jeszcze za mały i nie możesz tego robić”.
„Jesteś za głupi, by bawić się z nami”.
Często wielki wpływ mają na nas również nauczyciele. Nauczycielka w piątej klasie dość autorytatywnie stwierdziła, że jestem zbyt wysoka, by zostać tancerką. Uwierzyłam jej i zrezygnowałam z moich ambicji tanecznych, aż stało się za późno na rozpoczęcie kariery.

Czy uświadamiałeś sobie, że testy i przechodzenie z klasy do klasy były potrzebne tylko po to, by pokazać, jak dużo wiedzy posiadłeś w tym czasie, czy też byłeś dzieckiem, które przyjmowało egzaminy i oceny jako miernik swojej wartości?
W okresie dzieciństwa dzieliliśmy się w gronie przyjaciół naszym fałszywym obrazem życia. Inne dzieci w szkole potrafiły nam dokuczać i pozostawiać trwałe rany w sercu. Kiedy byłam dzieckiem, moje nazwisko brzmiało Lunney i dzieci przezywały mnie „Lunatyczka”.
Sąsiedzi też mają swój wpływ, nie tylko ze względu na czynione przez nich uwagi, lecz również dlatego, że pytano nas: „A co sobie sąsiedzi pomyślą?”
Zastanówcie się nad innymi ważnymi postaciami mającymi na was wpływ w dzieciństwie.
Istnieją też oczywiście mocno brzmiące i bardzo przekonujące sugestie zawarte w ogłoszeniach prasowych i w telewizji. Zbyt wiele produktów sprzedaje się po to tylko, by nas przekonać, że jesteśmy bezwartościowi lub robimy źle, jeśli ich nie używamy.

My wszyscy jesteśmy tu po to, by przekraczać nasze dawne ograniczenia, jakiekolwiek by one były. Jesteśmy tu po to, by uznać naszą wspaniałość i boskość bez względu na to, co nam wmawiano. Wy macie przezwyciężyć wasze negatywne przekonania, tak jak ja mam przezwyciężyć moje.

L. Hay, Możesz uzdrowić swoje życie


http://zenforest.wordpres...ladzy-nade-mna/


Jedyna rzecz, nad którą całkowicie panujesz…to twoja aktualna myśl...

Dawne myśli już odeszły, nic już z nimi nie można zrobić poza przeżyciem doświadczeń, których były przyczyną. Przyszłe myśli nie zostały jeszcze sformułowane i nie wiesz, jakie będą. Całkowitą władzę masz nad myślą, która jest właśnie teraz w twoim umyśle.

Co jednak zrobić jeśli masz całe sterty bolesnych wspomnień, urazów i żalów, które wracają do Ciebie uporczywie, zatruwając chwilę teraźniejszą?
Uwolnienie przeszłości, która nas powstrzymuje

Wiele osób przychodzi do mnie narzekając, że nie mogą cieszyć się dniem dzisiejszym z powodu jakiegoś wydarzenia, które miało miejsce w przeszłości.

-Ponieważ kiedyś czegoś nie zrobili albo nie zrobili tego w określony sposób, nie mogą cieszyć się pełnią życia teraz.
-Ponieważ nie mają już czegoś, co mieli w przeszłości, nie potrafią się dzisiaj cieszyć.
-Ponieważ zostali zranieni w przeszłości, nie chcą zaakceptować miłości teraz.
-Ponieważ dawniej, kiedy robili coś po raz pierwszy, spotkała ich jakaś przykrość, są pewni, że powtórzy się to także teraz.
-Ponieważ zrobili kiedyś coś, czego obecnie żałują, są przekonani, że nie są dobrymi ludźmi.
-Ponieważ ktoś wyrządził im kiedyś krzywdę, teraz obarczają innych winą za własne nieudane życie.
-Ponieważ zdenerwowała ich jakaś sytuacja w przeszłości, uparcie utrzymują, że mieli wtedy rację.
-Ponieważ kiedyś, w odległej przeszłości, zostali potraktowani niewłaściwie, nigdy tego nie wybaczą i nie zapomną.
-Ponieważ nie powiodło mi się na pierwszym przesłuchaniu kwalifikacyjnym, zawsze będę się bał tego rodzaju przesłuchań.
-Ponieważ moje małżeństwo rozpadło się, nie mogę cieszyć się już pełnią życia.
-Ponieważ kiedyś zostałem urażony jakąś uwagą, nigdy już nikomu nie zaufam.
-Ponieważ byłem biednym dzieckiem, nigdy do niczego nie dojdę.
Często nie chcemy sobie uświadomić, że zatrzymywanie w pamięci zdarzeń przeszłości – bez względu na to, co to było i jak było okropne – RANI TYLKO NAS.

Tak naprawdę „oni” się tym nie przejmują.
Zazwyczaj nawet nie są tego świadomi.

Ranimy wyłącznie siebie, odmawiając sobie teraz życia pełnią życia.
Przeszłość była, minęła i nie można jej zmienić.
Przeżywać możemy tylko to, co jest teraz.

Jeśli mamy jakąś urazę z przeszłości, przeżywamy jej wspomnienie w tej, obecnej chwili, tracąc jednocześnie rzeczywiste doświadczenie, które niesie ze sobą ta chwila.
Ćwiczenie: Uwolnienie

Oczyśćmy naszą pamięć z przeszłości. Uwolnijmy się od emocjonalnego stosunku do niej. Pozwólmy, by wspomnienia były tylko wspomnieniami.

Jeśli myślicie o ubraniu, jakie nosiliście w trzeciej klasie szkoły podstawowej, to zazwyczaj jest to wspomnienie pozbawione emocji. To tylko zwykłe wspomnienie.

Podobnie może być ze wszystkimi wydarzeniami z przeszłości. Gdy uwolnimy się od ich przeżywania, zyskujemy możność korzystania z pełnej mocy naszego umysłu, by cieszyć się chwilą obecną i tworzyć wspaniałą przyszłość.

Sporządź listę spraw, od których chcesz uwolnić swoją pamięć. Jak chętnie to robisz? Zwróć uwagę na swoje reakcje. Co będziesz musiał zrobić, by się tych spraw pozbyć? Na ile jesteś gotowy to zrobić? Jak duży opór w sobie czujesz?
Wybaczanie

Następny krok to wybaczanie. Wybaczanie sobie i innym uwalnia nas od przeszłości. W księdze Kurs Cudów wielokrotnie mówi się o tym, że wybaczenie jest odpowiedzią na prawie wszystkie nasze problemy. Wiem, że kiedy nie możemy z czymś ruszyć z miejsca, zazwyczaj oznacza to, że mamy coś jeszcze do wybaczenia.

Jeśli nie podążamy swobodnie z biegiem życia w obecnej chwili, zwykle znaczy to, iż zatrzymuje nas coś, co wiąże się z przeszłością.

Może to być żal, smutek, uraza, obawa lub wina, zarzuty, złość, obraza, czasami nawet chęć odwetu. Każde z wymienionych odczuć wywodzi się z braku wybaczenia, jest odmową puszczenia w niepamięć i zajęcia się chwilą bieżącą.

Miłość jest zawsze kluczem do wszelkiego rodzaju uzdrowienia.
A drogą wiodącą do miłości jest wybaczenie. Wybaczenie rozwiewa urazę. Kwestię tę rozwiązuję na kilka sposobów.
Ćwiczenie: Rozwiewanie urazy

Jest taki stary sposób Emmeta Foxa, który zawsze pomaga w takim przypadku. Zaleca on, aby spokojnie siąść, zamknąć oczy i zrelaksować ciało i umysł. Następnie wyobraź sobie, że siedzisz w ciemnej sali teatralnej, a na scenie znajduje się osoba, do której czujesz największą urazę. Może to dziać się teraz lub w przeszłości, a osoba może być żyjąca lub zmarła.

Kiedy zobaczysz ją wyraźnie, wyobraź sobie, że przydarza się jej coś dobrego, coś co ma dla niej znaczenie. Wyobraź sobie, jak się radośnie uśmiecha.
Zatrzymaj ten obraz w swojej wyobraźni przez kilka minut, potem pozwól mu zniknąć. Chciałabym dodać następny krok.
Z chwilą, gdy postać ta opuści scenę, postaw się sam na jej miejscu. Wyobraź sobie, że spotyka cię coś, co przynosi ci radość. Wyobraź sobie, że jesteś uśmiechnięty i szczęśliwy.

Pomyśl, że zasoby Wszechświata są dostępne dla nas wszystkich.

Powyższe ćwiczenie rozwiewa ciemne chmury urazy, które większość z nas w sobie nosi.
Dla niektórych osób wykonanie go będzie bardzo trudne. Za każdym razem wykonując to ćwiczenie możesz wyobrazić sobie inną osobę. Jeśli będziesz stosował ćwiczenie codziennie przez miesiąc, przekonasz się, o ile lżej ci będzie na suszy.
Ćwiczenie: Odwet

Ci, którzy wstąpili na ścieżkę duchową, znają wagę wybaczenia.
Niektórzy z nas muszą jednak wykonać jeszcze pewien krok, zanim całkowicie przebaczą.
Czasami to małe dziecko w nas potrzebuje odwetu, zanim gotowe jest wybaczyć i nie potrafi tego załatwić inną drogą.
Dlatego też to ćwiczenie jest bardzo pomocne.
Zamknij oczy, usiądź w ciszy i spokoju. Pomyśl o osobie, której najtrudniej jest ci wybaczyć.
Co rzeczywiście chciałbyś jej zrobić?
Co ona powinna zrobić, byś potrafił jej wybaczyć?
Wyobraź sobie, że to dzieje się teraz. Stwórz tę scenę odwetu ze wszystkimi szczegółami.
Jak długo ta osoba ma cierpieć albo pokutować?
Jeśli masz już dosyć, przerwij i skończ z tym na zawsze.
Na ogół powinieneś teraz poczuć się lżej i łatwiej ci będzie pomyśleć o wybaczeniu.

Napawanie się tym ćwiczeniem nie jest dla ciebie korzystne.

Wykonanie go raz – na zamknięcie tej sprawy- może mieć jednak efekt uwalniający.

Na koniec zastanów się czy chciałbyś aby to naprawdę przydarzyło się tej osobie i czy faktycznie przyniosłoby ci wtedy ulgę?
Zauważysz na pewno, że prawdziwym siedliskiem ból, jest Twoje własne serce, i że okoliczności zewnętrzne, takie jak cierpienie innej osoby – nie zlikwidują pierwotnej przyczyny Twego bólu.

To jest zdanie już tylko dla Ciebie.
Ćwiczenie: Wybaczanie

Teraz jesteś gotów do wybaczenia.
Jeśli możesz, wykonaj to ćwiczenie z partnerem lub wypowiadaj je głośno, jeśli jesteś sam.
Ponownie usiądź z zamkniętymi oczami i powiedz:

„Osobą, której powinienem wybaczyć jest …………….

Wybaczam ci to, że………………. “.

Powtórz to głośno, wielokrotnie.

Niektórym osobom będziesz miał z pewnością wiele spraw do wybaczenia, innym zaś jedną lub dwie. Jeśli jesteś z partnerem, pozwól mu powiedzieć:

„Dziękuję, zwracam ci teraz wolność”.

Jeśli nie masz partnera, wyobraź sobie, że słowa te wypowiada osoba, której wybaczasz. Wykonuj tę czynność przez pięć lub dziesięć minut.

Poszukaj w swoim sercu poczucia krzywdy, jakie jeszcze w sobie nosisz i pozwól mu odejść.

Skoro już oczyściłeś rany swego serca na tyle, na ile obecnie było to możliwe, skoncentruj się na sobie. Powiedz na głos do siebie:

„Wybaczam sobie to, że…………. “.

Wykonuj tę czynność przez około pięć minut.

Są to ćwiczenia o potężnym działaniu i dobrze jest je powtarzać przynajmniej raz w tygodniu, aby oczyścić się z wszelkich pozostałych pretensji. Niektóre zadry są łatwe do usunięcia, inne zaś musimy wyrywać po trochu, dopóki pewnego dnia nie przekonamy się, że już nie bolą i problem został rozwiązany.
Ćwiczenie: Wizualizacja

Oto inne dobre ćwiczenie.
Postaraj się, by ktoś ci przeczytał ten tekst lub nagraj go na taśmę magnetofonową i posłuchaj.
Spróbuj zobaczyć w wyobraźni siebie jako małe pięcio- lub sześcioletnie dziecko. Spójrz temu dziecku głęboko w oczy. Zobaczysz kryjącą się w nich tęsknotę i zrozumiesz, że jedyną rzeczą, jakiej od ciebie pragnie, jest miłość. Wyciągnij ręce i obejmij je. Przytul z miłością i czułością.

Powiedz mu, jak bardzo je kochasz i troszczysz się o nie.
Okaż mu swój podziw i powiedz, że ucząc się ma prawo popełniać błędy. Obiecaj, że zawsze przy nim będziesz, bez względu na okoliczności.

Teraz pozwól mu zmaleć do takich rozmiarów, by mogło się zmieścić w twoim sercu.
Włóż je tam tak, byś zawsze mógł spoglądać w jego oczy patrzące na ciebie i abyś mógł mu dać dużo miłości.

Teraz spróbuj zobaczyć obraz swojej matki jako dziewczynki w wieku lat czterech lub pięciu, która przerażona szuka uczucia miłości, nie wiedząc, u kogo mogłaby ją znaleźć. Wyciągnij ramiona do tej małej dziewczynki i powiedz jej, jak bardzo ją kochasz i jak bardzo ci na niej zależy. Daj jej do zrozumienia, że może na tobie polegać, bez względu na okoliczności. Gdy się uspokoi i zacznie czuć się bezpiecznie, pozwól jej zmaleć do rozmiarów twojego serca. Umieść j ą tam razem ze swoim małym dzieckiem. Pozwól, aby okazali sobie nawzajem wiele miłości.

A teraz wyobraź sobie swojego ojca jako małego trzy- lub czteroletniego chłopca, przestraszonego, płaczącego i szukającego miłości. Patrz na jego łzy płynące po policzkach, gdy nie wie, do kogo się zwrócić. Nauczyłeś się już uspokajać małe dzieci, wyciągnij więc do niego ramiona i przytul drżące małe ciałko. Uspokój go. Zanuć mu piosenkę. Daj mu odczuć, jak bardzo go kochasz. Daj mu odczuć, że zawsze będziesz dla niego dostępny.

Kiedy wyschną łzy i dozna uczucia miłości i spokoju w swym małym ciele, pozwól mu zmniejszyć się do rozmiarów twojego serca. Umieść go tam tak, by tych troje dzieci mogło się obdarzyć miłością i abyś ty także mógł je wszystkie kochać.

W twoim sercu jest tak wiele miłości, że mógłbyś uzdrowić całą planetę.
Lecz teraz użyjmy tej miłości do uzdrowienia ciebie.
Poczuj ciepło rozpalające się w twoim sercu, łagodność, delikatność.
Pozwól, aby to uczucie zaczęło zmieniać twój sposób myślenia i mówienia o sobie.

L. Hay, Możesz uzdrowić swoje życie
http://zenforest.wordpres...wicie-panujesz/



Nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość

To, co myślimy o sobie, staje się dla nas prawdą.

Jestem przeko­nana, że każdy, ze mną włącznie, jest całkowicie odpowiedzialny za wszystko w swoim życiu, tak najlepsze, jak i najgorsze.

Każda po­wstała w nas myśl tworzy naszą przyszłość.
Każdy z nas tworzy swoje doświadczenia dzięki własnym myślom i uczuciom.
Myśli i wypowiedziane słowa kreują nasz los.

Sami tworzymy pewne sytuacje, a potem negujemy naszą moc, obwi­niając za własną frustrację innych ludzi.

Nie ma osoby, miejsca lub rzeczy, które miałyby władzę nad nami, ponieważ tylko MY tworzymy myśli w naszym umyśle.

Tworzymy nasze doświadczenia, naszą rzeczy­wistość i wszystko, co się z tym wiąże. Jeśli w naszych umysłach stwo­rzymy pokój, harmonię i równowagę, znajdziemy je również w życiu.
Które z tych stwierdzeń jest typowe dla was?
„Ludzie zawsze się mnie czepiają”.
„Wszyscy są zawsze pomocni”.
Każde z tych przekonań będzie tworzyć całkowicie odmienne do­świadczenia.
To, co sądzimy o sobie i życiu, staje się dla nas prawdą.

Wszechświat zawsze wspiera każdą myśl, którą zechcemy po­myśleć i w którą zechcemy uwierzyć.

Mówiąc inaczej, nasza podświadomość akceptuje wszystko, co wybierzemy budując nasze przekonania. To znaczy, że to, w co wierzę myśląc o sobie i życiu, staje się dla mnie prawdą. Wybrane przez ciebie myśli o sobie i życiu stają się prawdą dla ciebie. Nie jesteśmy niczym ograniczeni w naszym myśleniu.
Skoro już to wiemy, całkiem sensowny staje się wybór stwierdze­nia: „Wszyscy są zawsze pomocni”, zamiast: „Ludzie zawsze się mnie czepiają”.

Wszechobecna Moc nigdy nas nie osądza ani nie krytykuje.

Ona nas akceptuje takimi, jakimi jesteśmy, sprawiając, że ży­wione przez nas przekonania odzwierciedlają się w naszym życiu.
Jeśli chcę sądzić, że życie jest puste i nikt mnie nie kocha, na pewno potwierdzi się to w moim życiu.
Ale jeśli zechcę odrzucić to przekonanie i powiem sobie: „Miłość jest wszędzie, kocham i jestem godny miłości”, będę trwał przy tej myśli i powtarzał ją wielokrotnie, to stanic się ona dla mnie prawdą.
I oto kochający ludzie pojawią się w moim życiu; ci, którzy już w nim są, będą dla mnie jeszcze milsi, a i mnie przyjdzie łatwo wyrażać pozytywne uczucia wobec innych.

Większość z nas ma nierozsądne wyobrażenie o tym, kim jeste­śmy, i bardzo wiele sztywnych zasad określających, jak żyć.

Nie chodzi o to, by siebie potępiać, bo każdy z nas stara się najlepiej, jak może wdanej chwili. Gdybyśmy lepiej wiedzieli, lepiej rozumieli i byli bardziej świadomi, prawdopodobnie postępowaliby­śmy inaczej. Proszę, nie popadajcie w depresję dlatego, że jesteście tacy, jacy jesteście. Już sam fakt, że znaleźliście tę książkę i odkry­liście mnie, znaczy, że chcecie dokonać korzystnej zmiany w życiu.
W CO WIERZĘ

Utwierdźcie się w tym pragnieniu. „Mężczyźni nie płaczą”, „Kobiety nie potrafią zajmować się pieniędzmi”. Cóż za ograniczające przeko­nania, z którymi przyszło nam żyć!

Kiedy jesteśmy mali, uczymy się stosunku do siebie i do życia obserwując dorosłych wokół nas.

W ten sposób uczymy się, co myśleć o nas samych i naszym świe­cie.
Zatem, jeśli przebywamy w otoczeniu ludzi bardzo nieszczęśli­wych, przerażonych, pełnych poczucia winy lub złości, uczymy się wielu negatywnych rzeczy o sobie i otaczającym nas świecie.
„Nigdy niczego nie robię dobrze”. „To moja wina”. „Jeśli się złoszczę, jestem złym człowiekiem”.
Takie przekonania tworzą życie pełne frustracji.
Kiedy dorastamy, mamy tendencję do odtwarzania emocjonalne­go klimatu domu naszego dzieciństwa.

Nie jest to ani dobre, ani złe, prawidłowe czy niewłaściwe; to jest klimat, w którym czujemy się „u siebie”. Mamy również tendencję do odtwarzania w naszych osobistych związkach tych samych modeli stosunków, jakie łączyły nas z matką czy ojcem, lub też ich wzajemnych relacji. Zastanówcie się, jak często stwier­dzaliście, że wasz partner czy szef był „taki jak” wasza matka lub ojciec.

Sami też traktujemy siebie podobnie jak traktowali nas rodzice. Narzekamy i karzemy się w ten sam sposób. Jeśli się wsłuchasz, możesz niemalże usłyszeć te same słowa. Kochamy i zachęcamy siebie w ten sam sposób, w jaki nas kochano i dopingowano, kiedy byliśmy dziećmi.
„Ty nigdy nie robisz niczego prawidłowo”. „To wszystko twoja wina”. Jak często mówiliście do siebie w ten sposób? „Jesteś cudowny”. „Kocham cię”. Jak często to sobie powtarzacie?
Mimo wszystko nie winiłabym za to naszych rodziców.

Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar, które prawdopodobnie przeka­zały nam całą swoją wiedzę.
Jeśli wasza matka lub ojciec nie wiedzie­li, jak kochać siebie, nie mogli nauczyć was tej miłości. Mogli was nauczyć tylko tego, co sami otrzymali w dzieciństwie. Jeśli chcecie lepiej zrozumieć swoich rodziców, poproście ich, aby opowiedzieli wam o swoim dzieciństwie. Jeśli posłuchacie ich uważnie, dowiecie się, skąd wzięły się ich własne lęki i sztywne reguły postępowania. Ci ludzie, którzy obarczyli was tym całym „bagażem”, byli tak samo przerażeni i zalęknieni jak wy.

Sądzę, że to my wybieramy sobie rodziców.

Każdy z nas decyduje o inkarnacji na tej planecie w szczegól­nym miejscu i czasie. Dokonaliśmy wyboru przyjścia tu, aby otrzymać szczególną lekcję.
Lekcję, która poprowadzi nas ducho­wą i ewolucyjną ścieżką.
Wybieramy sobie płeć, barwę skóry, kraj i rozglądamy się za skreślonego typu rodzicami.

Oni będą od­zwierciedleniem wzorca, nad którym będziemy pracować całe życie.

A potem, kiedy już dorośniemy, wskazujemy oskarżająco na rodziców i płaczliwie stwierdzamy: „To ty mi to zrobiłeś”.
Ale tak naprawdę, to my ich wybraliśmy, ponieważ znakomicie nada­wali się do tego, nad czym chcieliśmy pracować i co przezwycię­żać.

Nasz system przekonań kształtuje się we wczesnym dzieciń­stwie, a potem idziemy przez życie tworząc doświadczenia tak, by do nich pasowały. Spójrzcie w przeszłość, a z pewnością dostrzeżecie, jak często powtarzało się w waszym życiu to samo doświad­czenie. Sądzę, że tworzyliście te doświadczenia tyle razy, ponie­waż odzwierciedlały wasze wyobrażenia o sobie. W gruncie rze­czy nie ma większego znaczenia, jak długo borykamy się z jakimś problemem, jak bardzo jest dla nas uciążliwy czy też jak bardzo utrudnia nam życie.
Moc objawia się zawsze w chwili obecnej.

Wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce w waszym życiu aż do chwili obecnej, zaistniały dzięki waszym myślom i przekonaniom powstałym w przeszłości.
Były skutkiem myśli i słów używanych wczoraj, w ubiegłym tygodniu, minionym miesiącu, w zeszłym roku, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat temu, w zależ­ności od waszego wieku.
A jednak to już przeszłość.
Była i minęła.
Obecnie liczy się tylko to, co chcesz myśleć, mówić i w co chcesz wierzyć właśnie teraz. Te myśli i słowa tworzą twoją przyszłość. Twoja moc manifestuje się w chwili obecnej i kształtuje doświadczenia jutra, następnego tygo­dnia, przyszłego miesiąca i roku.
Obserwuj myśl powstającą w tej właśnie chwili. Czy jest ona pozytywna, czy negatywna? Czy chcesz, aby ta myśl była twórczym elementem twojej przyszłości? Zastanów się nad tym i bądź tego świadomy.

——————————————————————————
Jedyną rzeczą, z którą mamy zawsze do czynienia – jest myśl – ta zaś może być zmieniona.

Nie ma znaczenia, na czym polega twój problem: nasze doświad­czenia są zewnętrznym skutkiem wewnętrznych myśli.
Nawet niena­wiść do siebie polega tylko na nienawidzeniu swoich myśli o sobie.
Myślisz: „Jestem złym człowiekiem”.
Ta myśl wywołuje uczucie, które umacnia się w tobie. Inni zaczynają dostrzegać to w Tobie.
Nie tworząc takiej myśli, nie wytworzysz też uczucia.
A przecież myśli mogą być zmienione.
Zmień więc tę myśl, a zmieni się także uczucie.
To ukazuje nam, skąd się biorą nasze przekonania. Ale niech nie będzie to usprawiedliwieniem dla naszego trwania w bólu. Przeszłość nie ma już władzy nad nami. Nie ma znaczenia, jak długo żyliście według negatywnego wzorca. Macie moc zmienić to w chwili obec­nej. Jak cudownie jest sobie to uzmysłowić! W tej chwili stajemy się wolni!
Jakkolwiek by to brzmiało, rzeczywiście my dokonujemy wyboru naszych myśli.

Możemy przyzwyczaić się do pewnej powtarzanej myśli tak, iż nie wydaje nam się, że to my sami wybraliśmy tę myśl. Ale naprawdę to my dokonaliśmy jej wyboru. Możemy też zrezygnować z tworzenia pewnych myśli. zastanów się, jak często nie chciałeś myśleć o sobie pozytywnie. Możesz zatem także zrezygnować z negatywnego myślenia o sobie.
Wydaje mi się, że wszyscy na tej ziemi, których znam lub z którymi pracowałam, w mniejszym lub większym stopniu przepełnieni są niechęcią do siebie i poczuciem winy. Im większe jest nasilenie tych niedobrych uczuć, tym gorzej wiedzie się nam w życiu. I odwrotnie. Im mniej niechęci i poczucia winy, tym więcej powodzenia nas spotyka we wszystkich dziedzinach życia.

Najgłębszym przekonaniem każdego, z kim pracowałam, było zawsze: „Nie jestem dość dobry”.

Dodajmy do tego: „I nie robię wystarczająco dużo” lub: „Nie zasługuję na to”. A czy z tobą nie jest tak samo? Czy nie mówisz, nie zakładasz z góry, nie czujesz, że „nie jesteś dość dobry”? Ale dla kogo? W odniesieniu do czyich wymagań?
Jeśli to przekonanie jest w nas bardzo silne, to w jaki sposób możemy stworzyć życie oparte na miłości, radości, dobrym samopoczuciu i zdro­wiu? Twoje podstawowe, podświadome przekonanie będzie się zawsze temu w jakiś sposób przeciwstawiać. Nigdy nie osiągniesz tego, ponie­waż zawsze coś będzie ci stawało na przeszkodzie.

Dochodzę do wniosku, że noszone w sobie urazy, samokrytycyzm, poczucie winy i lęk powodują o wiele więcej problemów niż co­kolwiek innego.

Te cztery rzeczy są przyczyną najpoważniejszych kłopotów w na­szych ciałach i w naszym życiu. Uczucia te rodzą się z oskarżania innych i rezygnowania z odpowiedzialności za nasze własne do­świadczenia. A przecież, jeśli jesteśmy w pełni odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się w naszym życiu, to nikogo nie powinniśmy obwiniać.
Cokolwiek się dzieje „poza nami”, jest lustrzanym odbiciem na­szych myśli. Nie usiłuję tłumaczyć czyjegoś złego zachowania, ale to właśnie NASZE przekonania przyciągają ludzi, którzy odnoszą się do nas tak, a nie inaczej.
Jeśli uświadomisz sobie, że mówisz: „Każdy zawsze robi mi to i tamto, krytykuje mnie, nigdy go nie ma, gdy jest mi potrzebny, traktuje mnie instrumentalnie, zachowuje się obelżywie”, to jest to TWÓJ WZORZEC. Widocznie jest w tobie coś, co wywołuje takie reakcje u innych osób. Jeśli przestaniesz myśleć w ten sposób, ludzie ci skierują się gdzie indziej i zajmą się kim innym. Ty nie będziesz ich już przyciągał.
Skutki działania tych wzorców dają się odczuć na płaszczyźnie somatycznej. Na przykład, noszenie w sobie przez długi czas urazy może się uzewnętrznić w ciele w postaci raka. Krytykowanie siebie, jako stały nawyk, może często prowadzić do artretyzmu. Poczucie winy zawsze domaga się kary, a kara wywołuje ból. (Gdy przychodzi do mnie ktoś skarżący się na bóle, wiem, że ma bardzo duże poczucie winy). Lęk i związane z nim napięcie często objawia się łysieniem, wrzodami, a nawet bólami stóp.
Stwierdziłam, że przebaczenie i uwolnienie się od uczucia urazy może spowodować cofnięcie się raka. Może się to wydawać naiwnością, a jednak widziałam takie przypadki i sama tego doświadczyłam.

Możemy zmienić nasz stosunek do przeszłości.

Przeszłość była i minęła. Teraz nie możemy jej zmienić. Możemy natomiast zmienić nasze myślenie o przeszłości. Głupotą jest KARAĆ SIEBIE w chwili obecnej z powodu tego, że ktoś zranił nas dawno temu.
Często mówię ludziom mającym głębokie poczucie urazy: „Proszę, postaraj się popracować nad tym teraz, gdy nie jest to jeszcze takie trudne. Nie czekaj, aż znajdziesz się pod nożem chirurga lub na łożu śmierci, kiedy będziesz dodatkowo przeżywał paniczny strach”. W stanie paniki bardzo trudno jest skupić umysł na działaniu zmie­rzającym do uzdrowienia. Musimy wtedy najpierw znaleźć czas na pozbycie się lęku.
Jeśli będziemy chcieli uwierzyć w to, że jesteśmy bezbronnymi ofiarami i że wszystko jest beznadziejne, wtedy nawet Wszechświat będzie nas w tym utwierdzał i bezwolnie poddamy się tym myślom. Ogromne znaczenie ma uwolnienie się od tych głupich, nieaktual­nych, negatywnych wyobrażeń i przekonań nie przynoszących nic dobrego. Nawet nasze pojęcie Boga winno sytuować Go po naszej stronie, a nie jako działającego przeciw nam.


Aby uwolnić się od przeszłości, musimy chcieć wybaczyć.

Musimy zdecydować się na uwolnienie od przeszłości oraz wyba­czenie wszystkim, nie wyłączając siebie. Możemy nie wiedzieć, jak wybaczyć, możemy nie chcieć tego zrobić, ale już sam fakt powie­dzenia, że jesteśmy gotowi wybaczyć, oznacza początki procesu uzdrawiającego. Konieczne dla naszego uzdrowienia jest to, że MY uwalniamy się od przeszłości i wybaczamy każdemu.
„Wybaczam Ci, że nie jesteś takim, jakim chciałbym Cię widzieć. Wybaczam Ci i bądź wolny”.
Ta afirmacja czyni nas wolnymi.

——————————————————————————
Wszystkie choroby mają swoje źródło w niewybaczeniu.

Ilekroć jesteśmy chorzy, poszukajmy w naszych sercach, komu mamy wybaczyć.

Kurs Cudów mówi: „Wszystkie schorzenia mają swoje źródło w niewybaczeniu” oraz: „Ilekroć jesteśmy chorzy, powinniśmy ro­zejrzeć się dookoła i poszukać osoby, której trzeba wybaczyć”.
Do tej teorii dorzuciłabym myśl, że tej osobie, której najtrudniej jest nam wybaczyć, musimy WYBACZYĆ PRZEDE WSZYSTKIM.
Wybaczenie oznacza odpuszczenie, puszczenie w niepamięć. To nie ma nic wspólnego z usprawiedliwianiem. Po prostu odpuszcza się tę sprawę. Nie musimy wiedzieć, JAK wybaczyć. Wszystko, co mamy do zrobienia, to CHCIEĆ wybaczyć. Kosmos zatroszczy się o sposo­by.
Rozumiemy tak dobrze nasz własny ból. Jak trudno jest jednak zrozumieć, że ONI, którym powinniśmy wybaczyć, kimkolwiek by byli, także cierpieli. Musimy zrozumieć, że czynili, co mogli, zgodnie ze swoimi możliwościami zrozumienia, świadomością i wiedzą, jakie mieli w tamtym okresie.
Gdy ludzie przychodzą do mnie z problemem, nie zwracam uwagi na to, co to jest – nadwerężone zdrowie, brak pieniędzy, niesatys­fakcjonujące związki, zahamowania w normalnej aktywności – kon­centruję się na jednej sprawie, którą jest MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.
Sądzę, że kiedy rzeczywiście kochamy i AKCEPTUJEMY SIEBIE TAKIMI, JAKIMI JESTEŚMY, wszystko w życiu udaje się. To tak, jakby dookoła wydarzały się małe cuda. Zdrowie jest lepsze, otrzy­mujemy więcej pieniędzy, związki emocjonalne są bardziej war­tościowe, zaczynamy działać twórczo. I to wszystko dzieje się bez większego wysiłku z naszej strony.
Kochanie i aprobowanie samego siebie, tworzenie wokół siebie klimatu zaufania, bezpieczeństwa i akceptacji sprawia, że umysł staje się uporządkowany, kreuje lepsze związki międzyludzkie, daje moż­ność otrzymania lepszej pracy, mieszkania, a nawet wpływa korzyst­nie na wygląd zewnętrzny. Ludzie, którzy potrafią kochać samych siebie, nie czynią sobie i innym niczego złego.

Samoaprobata i samoakceptacja to podstawowy klucz do pozytyw­nych zmian w każdej dziedzinie naszego życia.

Kochanie siebie, według mnie, zaczyna się od niekrytykowania siebie z byle powodu. Nadmierny krytycyzm więzi nas akurat w tym wzorcu, który staramy się zmienić. Zrozumienie samego siebie i właściwe obchodzenie się z własną osobą umożliwia nam zmianę tego wzorca. Pamiętajcie, że proces krytykowania siebie trwał latami i nie dawał żadnych rezultatów. Spróbujcie zaakceptować siebie, a zobaczycie, co będzie się działo.

Louise L. Hay – Możesz uzdrowić swoje życie
http://zenforest.wordpres...09/hello-world/


może ta lektura będzie przydatna do pracy na sobą..
pozdrawiam :)

dromax - Pią 04 Wrz, 2009 23:39

mIGOTKA. tY CHYBA SIĘ NUDZISZ.
nIE MOŻESZ PODAĆ LINKA ZAMIAST KOPIOWAĆ TAKIE TASIEMCE?

eliania - Wto 08 Wrz, 2009 12:18

Dzieki Migotka, ja znam L.Hay, nawet mam tę jej książkę :-P To była moja pierwsza lektura jaką dostałam "do przerobienia" trzy lata temu. :P I przerobiłam ją ze trzy razy i to bardzo dokładnie. :-P Jakoś mi ona niewiele pomogła jak widać. :P Tzn może wstępnie tak...Ale... Książka książką, teorie teoriami, a życie życiem. Zresztą niektóre rzeczy za bardzo w głowie siedzą.

Zresztą wk....urza mnie teraz takie slodkie pier.....niczenie "jestes doskonały, tylko ludzie cię skrzywdzili, musisz pokochać siebie". A g....uzik prawda. Może i rodzice cię źle wychowywali, a może masz złe geny czy ch....olera jeszcze wie co. Ale jakie to ma teraz znaczenie. Skoro tak jest w twoim jak jest, to JEST z tobą nienajlepiej i idź się lecz i coś z sobą zrób. A nie "kochaj siebie".

Tzn może i kochaj siebie ale próbuj się zmienić, dąż do czegoś, a wiele osób to "kochaj siebie" poczytuje jako prace nad pełną akceptację swoich słabości i wad, "kochanie się" mimo wszystko. Co prowadzi albo do porażki w "kochaniu siebie" ("no bo i tak jestem beznadziejny"), albo w pofolgowaniu swoim wszystkim złym skłonnościom w poczuciu słuszności swoich racji i bezkarności. :lol:
Nie tedy droga !!
Potrzeba jeszcze pracy nad sobą, działania.

A migotka oczywiście to nie do Ciebie skierowane, tak ogólnie pisze :-P

dromax - Wto 08 Wrz, 2009 17:20

Anja napisał/a:
mąz nie pije 0d 3 tyg. a mi przechodzi cała złość:(
i nie mogę znalesc ośrodka ALanon po dwóch próbach gdzi epojechalam i pocałaowałam klamkę ..znowu mam przerwe

No tak.
Nie pije 3 tyg. i już euforia.... :idea:
Standardowe uzależnienie nastroju od picia czy niepicia męża.
A Al-Anon. W Warszawie jest ich tak wiele, że glowa boli.
:-) zadaj sobie trudu i poszukaj.

dziekanka69 - Pią 25 Wrz, 2009 21:01

Nie ma takich ośrodków zamkniętych gdzie się leczy wspóluzaleznionych :?:
Bo ja bym sie zapisała i bym miała święty spokój, przez kilka tygodni :-)

izabela1976 - Sro 30 Wrz, 2009 10:09

dziekanka69 napisał/a:
Nie ma takich ośrodków zamkniętych gdzie się leczy wspóluzaleznionych :?:
Bo ja bym sie zapisała i bym miała święty spokój, przez kilka tygodni :-)



Chcesz iść na łatwiznę :-) Za dobrze by było. Jeszcze może posiłki podtykali by pod nos :)

dziekanka69 - Czw 01 Paź, 2009 15:33

noooo, przydaloby się :-) , bo ostatnio to i gotowac mi się nie chce ;-)
milena - Czw 01 Paź, 2009 21:31

dziekanka69 napisał/a:
Nie ma takich ośrodków zamkniętych gdzie się leczy wspóluzaleznionych
To fakt!I może szkoda ,że nie ma.W ostatni weekend byłam na trzydniowym maratonie terapeutycznym.Myślałam ,że już nie umiem płakać.Zużyłam 6 paczek chusteczek higienicznych!!Głęboka terapia,wielkie odkrycia dotyczące własnej osoby,no i ciężka ,bardzo ciężka praca nad sobą,czasami bardzo bolesna,ale skuteczna. Wniosek ;terapia czasem boli,ale pomaga i wyzwala!!!Fajnie by było gdyby taką pracę rozłożyć w czasie.Choćby przez 2 tygodnie w jakimś fajnym ośrodku.Byłoby łatwiej i mniej by bolało.No cóż ,pomarzyć można!!! :roll: :roll: :roll:
migotka351 - Czw 01 Paź, 2009 22:58

milena napisał/a:
Choćby przez 2 tygodnie w jakimś fajnym ośrodku.Byłoby łatwiej i mniej by bolało.No cóż ,pomarzyć można!!! :roll: :roll: :roll:


Moje koleżanki były bodajże w zeszłym roku na kilkudniowych warsztatach.
Tylko nie pamiętam gdzie. To była własnie głęboka terapia.
Nie mogły kontaktować się z rodziną.Nie miały telefonów komórkowych i żadnego innego kontaktu.Przez kilkanaście dni odcięte od świata..
Pamiętam jak opowiadały o tym własnie na maratonie na którym razem byłyśmy.
Ich męzowie przestali pić. Mówiły, że niby przebaczyły.. Ale doznane krzywdy wciąz tkwiły w nich jak zadra, nie pozwalały zapomnieć o tym wszystkim, wciąz był jakby mur, brak calkowitego zaufania pomimo dość długiego już wtedy stazu abstynencji ich mężów.
I dopiero po tym wyjeździe gdzie m.in. było o przebaczaniu , wróciły jakieś odmienione...
Dopiero ta terapia przyniosła pozytywny skutek-przywróciła lub wpłynęła na poprawę zakłoconej piciem komunikacji małżeńskiej, na zwiększenie zaufania itd.
Jak czegoś się dowiem, to napiszę.
Choć liczyłam na dromaxa, bo on wie wszystko o róznych ośrodkach i terapiach.

pozdrawiam :)

dromax - Sob 03 Paź, 2009 08:57

migotka351 napisał/a:
Dopiero ta terapia przyniosła pozytywny skutek-przywróciła lub wpłynęła na poprawę zakłoconej piciem komunikacji małżeńskiej, na zwiększenie zaufania itd.

:-> Udrożnienie, poprawa, przywrócenie KOMUNIKACJI MAŁŻEŃSKIEJ - gdy się już wyszło z czynnego alkoholizmu jest w zasadzie podstawowym zadaniem dla małżonków po to by małżeństwo uzdrowić. Wtedy dopiero można mówić o sukcesie.
:-) W przeciwnym wypadku bardzo często jest tak, że po jakimś czasie trzeźwienia małżeństwo się rozpada. :oops:
A możliwości rozwoju komunikacji małżeńskiej są. Trzeba się zainteresować i podjąć DECYZJĘ.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group