Rok w Monarze cz.2

Nie jest to koniec mojej historii z Głoskowem, bo wciąż jeszcze do niego wracam – od ostatniej mojej oceny, a minął już od niej rok, w sumie spędziłem w nim około czterech miesięcy. Zresztą nawet gdybym do niego nie wracał, to i tak cała historia zaczęłaby się w momencie skończenia terapii.

Czy mogę powiedzieć: „jestem byłym narkomanem”? Czy kiedykolwiek można powiedzieć coś takiego? Andrzej twierdzi, że ktoś, kto skończył swój pobyt w Głoskowie, kto wszystko robił uczciwie, nie jest już narkomanem. Może położyć się na polu maku, posypać heroiną, rozrzucić dokoła siebie kilka strzykawek z kompotem – i nic. Jeśli chodzi o tego rodzaju bodźce, to zapewne ma rację, bardzo dobrze, bo nie sposób nie natykać się w normalnym życiu na narkotyki. Jednak tu chodzi o coś więcej – narkomania to także pewien sposób życia. Osobom, które brały i znają prostą drogę ucieczki w momencie, kiedy coś w ich życiu jest nie tak, łatwiej jest z niej skorzystać. Nie mam tu na myśli trudności, bo w życiu musi być trudno, bo zawsze znajdą się jakieś przeszkody. Mam na uwadze złe decyzje, które powodują, że człowiek zaczyna wchodzić w kompromisy, drobne nieuczciwości. To wszystko z czasem narasta i zaczyna coraz bardziej ciążyć. Dlatego wyjeżdżając z Głoskowa, wiedziałem, że muszę być na sto procent skupiony na tym, co robię, na posuwaniu swoich spraw do przodu, że nie nadszedł jeszcze czas na wakacje – właśnie wracałem z dwuletnich wakacji. Byłem przekonany, że muszę się rozwijać. Dlatego też uważałem, że cała ta historia wcale się nie kończy, ona dopiero się zaczyna.

Zresztą to, czy można stać się byłym narkomanem, mogłem przećwiczyć, gdy przez jakiś czas mieszkałem z parą czynnych narkomanów. Najważniejszym, najbardziej rzucającym się w oczy wyznacznikiem był ich styl życia. Nawet jeśli przez jakiś czas utrzymywali abstynencję, nieustannie pozostawali pasożytami – mimo że jedno z nich było zatrudnione, żyli na koszt rodziców. Właściwie wszystko, co robili, oparte było na mniejszych lub większych kłamstwach. Choćby to, że mój współlokator uwił sobie gniazdko z dziewczyną, mimo że jego właściwa partnerka pojechała do pracy do Anglii. Był przekonany, że kiedy wróci ta właściwa, wszystko da się tak ułożyć, że ona o niczym się nie dowie. Jak na zagorzałego katolika, to całkiem nieźle. Zresztą oboje okłamywali wszystkich – rodziców, szefów, a przede wszystkim siebie. Kiedy myślę, że też byłem kimś takim, współczuję moim bliskim i dziwię się rodzinom narkomanów – dziwię się, że tak trudno jest im pozbywać się ich z domów, mimo świadomości, że pomagają im brać. Jeśli matka utrzymuje biorącego syna, godzi się na to, że zaoszczędzone dzięki niej pieniądze ten wyda na ćpanie. Owszem, tym, którzy brali, ciężko jest wyjść z nałogu i zacząć normalne życie, ale prawdziwe ofiary to rodziny.

Zapewne mam w tej sprawie pewną ostrość widzenia określaną czasem jako gorliwość neofity. Rzeczywiście dla wielu osób to, że ktoś kłamie, wykorzystuje innych czy jest egoistycznym chamem, to nic specjalnego. Tak się robi z lenistwa, ze słabości albo dla doraźnych korzyści. Do przeciętnego poziomu tego rodzaju zachowań u większości ludzi zdążyłem się już przyzwyczaić, ale w takim nagromadzeniu, jak u osób uzależnionych, to naprawdę rzadkość. W kontaktach z takimi ludźmi nie pomogło mi to, że w jakiś sposób patrząc na nich, wciąż widziałem siebie. Czułem także złość, wstyd, że ja też taki kiedyś byłem.

W tym momencie powraca pytanie, czy jestem byłym narkomanem, czy narkomanem, który utrzymuje abstynencję? Niby nie zachowuję się już jak narkoman i mam nieco inny sposób myślenia, ale gdybym miał jakieś kontakty z narkotykami, mógłbym popłynąć. Wolę myśleć o sobie, że jestem narkomanem – mniej wtedy będę sobie odpuszczał, a bardziej pracował nad sobą, swoim życiem. Pojawia się też pytanie, czy jestem całkowicie wolnym człowiekiem? Przecież jest ileś różnych rzeczy, których robić mi nie wolno. Nie wolno mi brać narkotyków, mimo że wiele osób bierze i uważa, że wszystko w ich życiu jest w porządku. Prawda jest nieco bardziej skomplikowana. Wszystko, co robię w życiu, wynika z moich własnych, osobistych wyborów. Jestem całkowicie wolny, bo jestem gotowy ponieść konsekwencje wszystkich swoich zachowań. Kiedy mój współlokator zdradza swoją dziewczynę, jest przekonany, że jego związek może rozpaść się tylko dlatego, że ona się dowie, a nie dlatego, że on ją okłamuje. To takie typowo narkomańskie myślenie – zrzucanie na kogoś odpowiedzialności za swoje życie. Zawsze staram się w sobie szukać przyczyn różnych swoich niepowodzeń.

Przy okazji częstych kontaktów z moimi współlokatorami znalazłem granicę stosowalności metod, których nauczyłem się w Głoskowie. Nie chodzi mi tu o odmienność sposobu patrzenia na świat czy o różnicę pomiędzy wyznawanymi wartościami. Jeśli ktoś ma inny styl bycia, ale żyje w zgodzie z własnymi zasadami, zawsze można jakoś poukładać sobie z nim relacje. Jednak jeżeli ktoś mówi co innego, robi co innego i nad niczym się nie zastanawia, to nie da się z nim budować żadnych relacji. Jasne, że nie ma powodu ze względu na takich ludzi rezygnować z własnych reguł, ale nie należy, opierając się o siedem nawyków, budować z nimi relacji – w takim przypadku szukanie w sobie wad, unikanie konfrontacji czy korzystanie z różnic nie ma sensu. A to dlatego, że nie ma relacji. Jeśli mój partner jest zainteresowany wyłącznie osiąganiem korzyści, to nie będzie się między nami nic specjalnego działo. W takich sytuacjach pozostaje jedynie uczciwość i budowanie ściany.

Moi współlokatorzy nauczyli mnie jeszcze jednej rzeczy – że tak naprawdę istnieją dwie kategorie ludzi określanych słowem „narkoman”. Jest to czynny, biorący narkoman oraz zaleczony narkoman, czyli ten, który ukończył terapię. Jeśli ktoś nie przeszedł przez kurs życia, jakim jest terapia, to jedynie czeka go kolejny ciąg, który z pewnością będzie dłuższy i cięższy od poprzednich. Problem jest nie w tym, czy ktoś bierze, czy nie, ale w tym, jak żyje. Są ludzie, którzy nigdy nie brali, a zachowują się jak stuprocentowi narkomani.

Przez cały czas w Głoskowie mogłem ładować się dobrymi emocjami, kumulować w sobie swego rodzaju siłę. Jeśli coś było nie tak, zawsze mogłem z kimś pogadać czy choćby wyjść przed dworek i posłuchać ptaków. Samo bycie w tamtym otoczeniu daje pewną moc. Teraz jestem zdany już tylko na siebie i swoje możliwości. U Coveya jako ostatni siódmy nawyk wymienia się ostrzenie piły, czyli zasadę samoodnowy. Wiedziałem, że jeśli nie zadbam o zachowanie najważniejszych rzeczy wyniesionych z Ośrodka, bardzo szybko będę miał problemy. Żyć w zgodzie z własnymi zasadami jest bardzo trudno, szczególnie poza Głoskowem, bo tam do dyspozycji miałem całą społeczność, która patrzyła mi na ręce i w ważnych momentach mogła zauważyć, że dzieje się ze mną coś złego. Teraz mogę polegać już tylko na sobie. Muszę sam zauważać, że coś jest nie tak, i reagować na to.

W trudniejszych chwilach wraca to wszystko, czego zacząłem się uczyć w Głoskowie. Zastanawiam się, co by na to, co mnie dręczy, powiedziała Ela, przypominam sobie zdania wypowiedziane na społeczności przez Jasia lub Andrzeja. Czasem wraca jakieś niezłe szyderstwo Wojtasa. Na najczarniejsze chwile mam słowa, które po mojej ostatniej ocenie wypowiedział Andrzej: „Zdaje się, że wreszcie dochowaliśmy się absolwenta z krwi i kości”.

W tak zwanej codzienności moje życie niespecjalnie różni się od tego, co robiłem w Głoskowie – też gotuję, sprzątam i chodzę do pracy. Czytam książki, biegam, słucham muzyki. Raczej nie oglądam telewizji – nie chcę mieć w domu takiego mebla jak telewizor, filmy oglądam w kinie. Wszystko staram się robić z taką samą starannością jak w Głoskowie. Czasem słyszę głos Kotana – „żeby wyjść z narkomanii, trzeba być mistrzem świata”. Wiem, że ciągle muszę być mistrzem świata we wszystkim, co robię.

A jeśli coś jest nie tak? Jeśli coś sobie odpuszczę? No cóż, to trochę tak jak na odprawie – pojawia się głos: „nie rób tego więcej”. Nie staram się nadrabiać straconego czasu, uczę się tylko pełniej korzystać z każdego dnia, z każdej chwili. To nie znaczy, że odczuwam potrzebę wypełnienia każdego dnia pracą albo inną aktywnością. Jest czas na intensywną pracę, na cieszenie się światem, życiem, muzyką, na bycie z bliskimi mi osobami. W Głoskowie Andrzej poradził mi, że powinienem jak najwięcej energii poświęcić na budowanie relacji z innymi, bo z tym miałem najwięcej kłopotów. Wyszło jednak tak, że teraz tym, co najlepiej mi się udaje, jest właśnie to, jak żyję z moimi, nielicznymi zresztą bliskimi. Nie potrzebuję już poklasku i dziesiątek osób zachwyconych tym, jaki jestem wspaniały. Może ilość osób, z którymi się spotykam, zmniejszyła się, ale z całą pewnością podniosła się jakość tych kontaktów.

Czasem tylko żałuję, że nie da się wszystkiego robić tak, jak uczyłem się tego w Głoskowie, że czasem nadal zbyt silnie reaguję na różne sytuację, że zdarza mi się pod wpływem impulsów podejmować decyzje. Czasem jestem po prostu słaby, ale dzięki temu cały czas mam nad czym pracować. Moje życie może stawać się coraz pełniejsze.

Czy mogę powiedzieć, że część z osób, które spotkałem w Głoskowie, skończyła źle, a inni dobrze? Bardzo łatwo jest stwierdzić, że ktoś popłynął, że bierze albo pije alkohol. Wtedy odpowiedź jest ewidentna – tym się nie udało. Nie potrafiłbym jednak przyznać, że mnie się udało albo że ktoś tam odniósł sukces. Za kilkadziesiąt lat, kiedy już będę stary, być może będę w stanie powiedzieć, że uzależnienie nie stanowi już dla mnie takiego problemu, że już się od niczego nie uzależnię. Na razie muszę pracować i cieszyć się każdym dniem. Tak właściwie to nic nie muszę, ja chcę cieszyć się każdym nowym dniem.

Gruby i Gabi wzięli ślub i układają sobie życie, Kudłaty kilka miesięcy po wyjściu mieszkał u mojej mamy. Mój opiekun, kiedy już skończyłem pobyt w Głoskowie, przyznał się, że przez cały swój pobyt kłamał – łamał abstynencję podczas przepustek. Pojechał do domu. Podobno daje sobie radę. Carlos, który wyjechał po półtora roku, chodzi do szkoły w Garwolinie i wszystko jest jak na razie w porządku. Turek przyjechał na kolejny turnus, kiedy byłem kierownikiem SOM-u. Po kilkunastu miesiącach wyjechał za zgodą społeczności, ale jest w dobrych rękach. Czarny też nieźle sobie radzi – chociaż jak wiele innych osób ma jeszcze wiele do zrobienia.

Pod tym względem wielu monarowców jest w trudniejszej sytuacji niż ludzie, którzy samowolnie opuszczają Głosków, ale mają przebłyski rozsądku. Tym pierwszym może wydawać się, że wszystko już mają opanowane i właściwie nie muszą już nic ze sobą robić. Szkoda tylko, że bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś wyjeżdżający rzeczywiście kierował się rozumem.

Kiedy ktoś opuszcza Głosków po ukończeniu terapii, zwyczajowo żegna się go i na koniec dostaje on jakąś pamiątkę. W dniu mojego wyjazdu odbyła się mała uroczystość – było ciasto, ciepłe pożegnanie, ale na pamiątkę musiałem poczekać kilka dni. Po ponad tygodniu pamiątka sama przyjechała do mnie. Ma na imię Kasia i jest teraz moją żoną oraz matką mojego dziecka – mam nadzieję, że w przyszłości będzie matką moich dzieci.

W Głoskowie nie wolno tworzyć bliskich związków, więc trzymałem się od niej na dystans i wyjeżdżając, zapowiedziałem, że jeśli nie skończy pełnego cyklu, to nie chcę jej widzieć na oczy. Wpadła tylko na chwilę, by powiedzieć, że u niej wszystko w porządku. I tak weszła z torbami do mojego życia. Niektórzy twierdzą, że to taka pamiątka, inni, że ostatnie dociążenie. Wszyscy są w jednym zgodni – na całe życie. Mam nadzieję, że mają rację.


Polecamy

akcjasos4Serdecznie zapraszamy do pierwszego w Polsce portalu  dla osób uzależnionych i współuzależnionych http://alkoholizm.akcjasos.pl
Zapraszamy do forum dyskusyjnego Forum uzaleznienia - tu możesz otrzymać pomoc.

Uzależnienie od alkoholu , czyli alkoholizm, jest chorobą, która zaczyna się i rozwija podstępnie, bez świadomości zainteresowanej osoby. Polega na nie kontrolowanym piciu napojów alkoholowych i może doprowadzić do przedwczesnej śmierci.

Reklama

Psycholog online

Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego psychologa on-line

Porady naszego psychologa udzielane są bezpłatnie.

Partner serwisu

Reklama

Reklama