Historia Jarka

Na początku był chaos, chaos był dobry, potem rozdzieliłem światłość od ciemności - i to mnie zgubiło... Mam na imię Jarek, jestem alkoholikiem. Od kiedy pamiętam - zawsze piłem alkohol. Gdy byłem małym chłopcem, rodzice podczas radosnych imprez podawali mi alkohol, żeby rozbawić gości. - Takie dziecko, a już potrafi! - wołali. Podobało mi się to, bo byłem w centrum uwagi. I tak mi zostało. Gdy musiałem dostosować się do zmieniających się warunków, nowych ludzi, życia w strachu i stresie, alkohol pomagał niczym czarodziejska różdżka. Wszyscy radośni i otwarci, a ja w centrum.
Budowlanka

Byłem chłopakiem zapowiadającym się na kogoś porządnego. Poszedłem do budowlanki. To była moja pierwsza własna decyzja, przeciw rodzicom, nauczycielom, systemowi, a może tak naprawdę chodziło mi o piwo na budowie? Zawodówki omal nie przepiłem, straciłem zaufanie kilku ważnych i bliskich osób, kilku mniej ważnych i zaufanie do samego siebie. Pierwszy raz zaczynałem się bać siebie: nie rodziców, szkoły i systemu, ale zadziwiającej łatwości dokonywania poważnych błędów pod wpływem alkoholu. Wódka, piwo, wino kojarzyły mi się z ludzkim ciepłem, zaufaniem, wspólnotą...
Przeczuwałem, że czegoś w tym wszystkim nie rozumiem. Może dlatego tak łatwo było mi odejść z technikum i nie zdać do drugiej klasy. Od tej chwili towarzyszyła mi porażka.

Przeprowadzka


Przeniosłem się do dużego miasta. Okna na świat, nowi ludzie, nowa praca, dorosłość. Zdziwiło mnie, że nowi znajomi traktują mnie dobrze, mimo że nie wkupiłem się flaszką, do czego zresztą nie trzeba mnie było specjalnie namawiać. Pierwszy raz poczułem, że ludzie zwracają na mnie uwagę nie dlatego, że z nimi piję, ale dlatego że jestem. Jednak nadal trenowałem swój znany od dzieciństwa sposób na życie. Wróciłem do szkoły, tym razem wieczorowej, pracowałem, miałem dziewczynę i kumpli. Wielki świat wokół, idea rastafarianizmu, życia w zgodzie z Bogiem i naturą, odpowiedzialność za babcię i niepełnosprawną ciotkę – w takich klimatach żyłem. Wtedy poznałem zbawienny wpływ klina na życie. Tylko dzięki alkoholowi potrafiłem to wszystko ogarnąć.
Po roku dojechali do mnie rodzice i dopiero się zaczęło! Znienawidziłem ich za to, że ukazali mi prawdę, którą ukrywałem przed innymi, a inni pomagali mi ją ukryć przede mną samym. Prędko się staczałem W pracy kręcili nade mną głową, szkoła przepadła, dziewczyna odeszła, w domu wojna. Koszmar. Prawdziwa porażka, a mogło być tak pięknie. Trafiłem do armii, mówiono tam na mnie „Uśmiechnięty”. Już wiedziałem, czego się w sobie bać...
W wojsku przestałem się upijać, żadnych wielodniówek, jadłem i spałem spokojnie. Odzyskałem wiarę w siebie i w przyszłość, przecież nie mogło jeszcze ze mną być tak źle.
Do cywila wychodziłem z marzeniami, planami, chęcią do życia.

Wszystko od początku

Niedługo zmieniłem pracę na lepszą i za większe pieniądze. Wszystko się układało pięknie – do pierwszej wypłaty... Wtedy poznałem przyjacielską dłoń drugiego człowieka, bo sam nie byłem w stanie wlać w siebie alkoholu. Kolejna porażka, przepadły marzenia, plany, wolność. To był potężny cios.
Postanowiłem zawalczyć o siebie, przecież niedawno było ze mną dobrze. Co prawda wywalili mnie z pracy, ale wygrałem na tym: dostałem kuroniówkę i znalazłem sobie nieźle płatną pracę na czarno. Wszystko było w zasięgu i przepadło, bo znów piłem. Ktoś za mnie spłacił długi, ktoś się zaopiekował, pomógł... i to też przepadło. Piłem coraz więcej. Chodziłem po tym świecie i śmierdziałem. Nic i nikt nie był w stanie wyrwać mnie z tego. Ale dlaczego nie umieram? Starałem się przynajmniej nie być zbyt wielkim obciążeniem, starałem się zarobić na to swoje pijaństwo. Robiłem wszystko, żeby ludzie się do mnie nie przywiązywali, żebym nie ściągał ich za sobą w dół.
Po latach tułaczki trafiłem wreszcie do firmy-skansenu, w której tolerowano pijaństwo. Takie życie mogłem jeszcze trochę przeboleć. Wróciłem do technikum, żeby mieć pretekst do wyjścia z domu (wciąż mieszkałem z rodzicami), a trochę po to, żeby zaangażować się w coś, co mnie odciągnie od tego cholernego pijaństwa. Trułem się piwem, bo liczyłem, że nie zdążę się nim upić, nie potrafiłem jednak odmówić sobie gorzały, choć wiedziałem, że wtedy czeka mnie to samo szaleństwo. Piłem już coraz mniej, a upijałem się... Moje życie przerodziło się w ciągły kac. Totalna porażka. Czyżby Bóg coś spierdolił? Po co wciąż żyję? Za co cierpię? Co jest grane? Jak mnie z tego skansenu wyrzucą, to już tylko bezdomnym pijanicą będę.

Oficjalny alkoholik

W tych ostatnich latach poznałem człowieka, który zrobił coś zadziwiającego, dla mnie nieosiągalnego. Nawet nie myślałem, że można tego dokonać. Przerwał picie. Powiedział mi, jak to zrobić. Skorzystałem z jego rady głównie po to, żeby nie stracić pracy. Postanowiłem zalegalizować swoje pijaństwo i zostać oficjalnie leczącym się alkoholikiem. Poszedłem na odwyk. Chciałem nauczyć się pić po ludzku, zrobić porządek ze swoimi problemami. Kiedy wszedłem na salę terapeutyczną i zobaczyłem z kim będę się spotykał, to pomyślałem, że dla tych ludzi jest szansa. Porządni, mądrzy i zaradni. Mieli motywację, rodziny, pracę, porządne życie. A ja? Taka sierota skończona. Poszedłem tam tylko po pieczątkę w książeczce, żeby się moi szefowie odwalili ode mnie, jak się znowu upiję. Siedziałem obok człowieka, który opowiadając o sobie, mówił o mnie. Absolutnie wszystko się zgadzało, tylko on był dużo starszy ode mnie. Zrozumiałem, że nie tak łatwo się umiera, nawet jeśli się wiele lat zdycha. Jemu udało się zapić terapię. Cholera. Mogę nie umrzeć, będę się męczył.
To mi się w pale nie mieściło. Byłem przerażony. Popadłem w jakąś bez-wolę i zacząłem słyszeć, co na tej całej terapii do mnie mówią. Mówili, że ja, choćby nie wiadomo jak skończony alkoholik, mogę nie pić. I to nie jakiś tam czas, aż szum w głowie i wokół ucichnie – tylko w ogóle nie pić! Trafiłem na spotkanie Anonimowych Alkoholików. Siedziałem tam, taki porąbany alkoholik, i siedzieli tam inni... Mówili o sobie, że też są alkoholikami, ale byli spokojni, zrównoważeni i pewni siebie, bardzo jasno się wyrażali. Przypomnieli mi, jakim człowiekiem zawsze chciałem być. Powiedzieli mi, że też mogę taki być – prędzej czy później, ale na pewno jeśli zostanę w AA... No to zostałem.
Jarek

Polecamy

akcjasos4Serdecznie zapraszamy do pierwszego w Polsce portalu  dla osób uzależnionych i współuzależnionych http://alkoholizm.akcjasos.pl
Zapraszamy do forum dyskusyjnego Forum uzaleznienia - tu możesz otrzymać pomoc.

Uzależnienie od alkoholu , czyli alkoholizm, jest chorobą, która zaczyna się i rozwija podstępnie, bez świadomości zainteresowanej osoby. Polega na nie kontrolowanym piciu napojów alkoholowych i może doprowadzić do przedwczesnej śmierci.

Reklama

Psycholog online

Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego psychologa on-line

Porady naszego psychologa udzielane są bezpłatnie.

Partner serwisu

Reklama

Reklama