Wyleczyć pijaka...

wylPolska to kraj pijaków. Mocna teza, ale niestety prawdziwa. Rozejrzyj się wokół siebie jadąc autobusem czy idąc ulicą. Co najmniej jedna z dziewięciu osób stojących obok Ciebie ma problem związany z uzależnieniem – jest żoną, synem czy matką alkoholika… albo sama pije. Nie wierzysz? A jednak. I nikt nic z tym nie robi…

Ludzie, pomimo „ogólnego” rozwoju społeczeństwa, dalej często uważają, iż alkoholik to człowiek leżący pod sklepem. Krzyczący, śmierdzący, ograniczony. Większość z nas nie dostrzega problemu wokół siebie. Myślimy: „Sąsiad pije – no cóż, jest lekarzem/adwokatem/księgową... – ciężko pracuje. Normalne, że po powrocie do domu, chce się odstresować. Napić się drinka, no… może trochę więcej niż jednego. Ale w końcu mu wolno… Przecież on sam najlepiej wie co mu szkodzi… Na pewno nie jest alkoholikiem! ”

 

Niestety. Schematy, które powielamy nie są prawidłowe (jak to zresztą zwykle bywa). A ich dalsze upowszechnianie nie pomaga nikomu – ani rodzinie uzależnionego, ani tym bardziej choremu. I tu pojawia się podstawowy problem – ludzie myślący stereotypami rządzą również państwem, a co za tym idzie nie warto liczyć na jakieś zmiany…

 

W 1982 roku weszła w życie ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Do dziś aktualizowano ją kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt razy. Ciekawe. W końcu zmiany wprowadzane w takich ilościach – myśli przeciętny obywatel – musiały wprowadzić znaczące rewolucje. I faktycznie tak jest. Można zauważyć większy nacisk na profilaktykę. Na licencje. Tylko jeden problem został. Leczenie. Ten temat został bowiem całkowicie ominięty w aktualizacjach…

 

Przesłanki dotyczące leczenia obowiązują nadal te same – dokładnie te, które obowiązywały w 1982 roku, kiedy to w Polsce Panie chodziły w kwiecistych sukienkach po przydział cukru, a panowie uganiali się za whisky z zachodu. Czy czasy się troszkę nie zmieniły? Proszę Państwa. Czy to nie wstyd?

 

Dziś. W 2008 roku, piją wszyscy. Piją tanie wina. Piją drogie whisky. Nie ważne co – ale piją. Piją coraz młodsi. Piją kobiety. Piją ze smutku i ze szczęścia. Tylko jedni nie piją. Ci którzy są obok uzależnionych. Najbliżej. Ci którzy starają wyrwać z matni – zarówno siebie jak i chorego. A w tym niestety nikt nie chce pomóc. Okazuje się to bowiem zbyt trudne...

Mnóstwo ludzi w naszym kraju poszukuje ratunku w radzeniu sobie z życiem u boku alkoholika. Jedni chodzą na terapię, inni rozmawiają z najbliższymi, kolejni starają się nie zwracać uwagi na problem, a jeszcze inni kochają chorego jak najmocniej się da – licząc, że wtedy zrozumie on, że picie jest bez sensu. Kto tak żyje? No właśnie. Żony, mężowie, dzieci. Szare ludziki ukryte za czterema ścianami. Ale na pewno nie ci którzy kształtują polskie prawo. Oni bowiem umywają ręce. W końcu - co to kogo obchodzi? Chce pić – niech pije. Oby w samochód nie wsiadł. Bo jak wsiądzie to np. wiewiórkę rozjedzie. Drzewo uszkodzi. A jak pije w domu – to tylko rodzinę zabija. Powoli. Bardzo powoli. Nikt nie zauważy…

Polskie ustawodawstwo nie przewiduje pomocy osobom uzależnionym i rodzinom. Naturalnie, są ruchy abstynenckie, tzw. AA, Al.-NOON, DDA, różne stowarzyszenia, fundacje. Ale to wszystko. Żadnej pomocy prawnej. Żadnych informacji.

Kto zatem pomoże alkoholikowi jeśli on sam nie chce wyjść z nałogu? Czy rodzina musi patrzeć jak się sam wykańcza? Jak powoli – z dnia na dzień coraz bardziej zbliża się do grobu? Jak po prostu się zabija?

Niestety tak. Bo dobrowolna eutanazja w domowych pieleszach – mimo tego, że podobno nie – jest legalna. Może i od maszyny człowieka odłączyć nie można, ale patrzeć jak się zachla – jak najbardziej.

Gdy bowiem przeciętna Kowalska chce oddać małżonka na leczenie musi ostro kombinować…

Historia pewnej Pani – czyli jak zmusić do leczenia?

Załóżmy, że Pani Kowalska ma 45 lat. Od 20 lat ma tego samego męża – Kazia. Niestety, Kazio – mimo, że uroczy i inteligentny człowiek kiepską ma troszkę psychikę. I jakoś tak wyszło, że na przestrzeni lat uzależnił się od alkoholu. Pije 3 miesiące pod rząd. Później przerwa 2 tygodnie i znów. Tak zwany ciąg. Typowe.

Typowym jest też, że Kazio leczyć się nie chce. Mówi, że nie pije. Tzn. pije, ale tak – dla rozluźnienia. Bo lubi. I dorosły jest - więc może. A żona to jędza. Bez sensu narzeka zamiast się z nim napić.

Tymczasem Kowalska już na skraju wytrzymałości. Siwieje. Przestaje radzić sobie ze stresem. Myśli co zrobić. Jak wydostać Kazia z nałogu. Jak uwolnić siebie i jego z tej dzikiej pętli…

Nasza p. Kowalska może iść do sądu – powie większość z nas – przecież w sądzie można wszystko. Niestety – muszę Państwa zasmucić. Nie może. Może zgłosić się do jednej z terenowych placówek – tzw. Gminnej Komisji ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i porozmawiać z kimś. Jak dużo łez wyleje, będzie uparta i zawzięta, to może uda jej się sprowadzić Panów prokurentów do domu. Tylko co wtedy? Jak przekonać, że małżonek tak codziennie? Że naprawdę trzeba go nosić do łazienki, bo inaczej nie wstanie? Hmm. Trudny orzech do zgryzienia. Całkiem inaczej by sytuacja wyglądała gdyby bił. Ale on nie bije. No i co?

No cóż – najczęściej to koniec postępowania. Komisja wychodzi nie podejmując działań. Albo kieruje na leczenie ambulatoryjne, gdzie pijak pójdzie, ale pewnie nigdy więcej już tam (po tym pierwszym razie) nie wróci.

Czasem zdarza się jednak, że komisja kieruje sprawę do sądu. I tu znów Kowalska zaczyna żałować, że mąż tylko pije. Że nie bije. Mógłby chociaż raz ją strzelić porządnie. Miałaby wtedy szansę, żeby pomóc mu ratować jego własne życie. A tak? Jak tu udowodnić, że „w związku z nadużywaniem alkoholu, doprowadza do rozkładu życia rodzinnego, uchyla się od pracy, powoduje demoralizację nieletnich, czy systematycznie zakłóca spokój lub porządek publiczny”? Ciężko będzie. Bo mąż Kowalskiej nie pracuje, ale dlatego, że chory – na rencie. Małoletnich nie demoralizuje – bo i gdzie, jak w domu nie ma dzieci? Porządku publicznego też nie zakłóca – chyba, że się przewróci na środku jezdni i najgorsze – nie doprowadza do rozkładu życia rodzinnego. Rodziny już dawno przecież nie ma. Jest chory i jego liczni opiekunowie. A nawet gdyby – to przecież świadków nie ma. A podobno dobrze, żeby było ich trzech…

Niech będzie. Powiedzmy, że Kowalskiej się udało. Sąd uwierzył w jej historię, zlitował się. Chce pomóc. Tylko co teraz? Są dwie opcje. Sędzia zarządza kolejny okres obserwacji albo kieruje biedaka na leczenie zamknięte. A tam? Tam się na pewno nie upije – to pewne. Więc Kowalska może już odetchnąć spokojnie. Nie ważne, że zanim do tego doprowadziła prawie całkiem osiwiała. Nieważne, że nikt jej nie pomógł. Nie zapytał czy nie potrzebuje pomocy. Ważne, że mąż się teraz nie zapije! Że wreszcie ma szansę.

Ale co to? Czemu Kowalski wrócił do domu? Przecież miał być na leczeniu?!

I tu mamy 2 rozwiązania:

Wersja nr 1:

Wszyscy zapomnieli, że to Polska! Tu się czeka! Niepoczytalni na szpital psychiatryczny oczekują nawet po kilka lat, a na odwyk bez kolejki? Ale nie martwcie się… Za pół roku, za rok na pewno znajdzie się miejsce!

Pytanie tylko czy jeszcze odwyk ten będzie potrzebny – bo przecież Kowalski ma dwa wyjścia. Albo się zachla przez te 6 miesięcy albo będzie czekał nie pijąc – a wtedy leczenie zamknięte straci sens.

Wersja nr 2:

Kazio poszedł na leczenie. Pan policjant go doprowadził (nieszczęśnik Kazio rzucał się troszkę) do placówki. I odszedł. A Kowalski?

Kowalski elegancko opluł Panią na wejściu. Skomentował jej nieprzeciętną urodę. I stwierdził, że on żadnego problemu nie ma. Że leczenia nie potrzebuje. I wyszedł.

A Pani tylko głową pomachała znacząco. Bo przecież zatrzymać go nie może… Władza zapomniała nadać owej placówce takich uprawnień…

I jak tu pomóc?

Monika Sulich/linemed.pl

Polecamy

akcjasos4Serdecznie zapraszamy do pierwszego w Polsce portalu  dla osób uzależnionych i współuzależnionych http://alkoholizm.akcjasos.pl
Zapraszamy do forum dyskusyjnego Forum uzaleznienia - tu możesz otrzymać pomoc.

Uzależnienie od alkoholu , czyli alkoholizm, jest chorobą, która zaczyna się i rozwija podstępnie, bez świadomości zainteresowanej osoby. Polega na nie kontrolowanym piciu napojów alkoholowych i może doprowadzić do przedwczesnej śmierci.

Reklama

Psycholog online

Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego psychologa on-line

Porady naszego psychologa udzielane są bezpłatnie.

Reklama

Reklama