Historie osobiste cz.3

Historia Anity

molestowanie_seksualne2Patrząc wstecz na moje życie i przypominając sobie zdarzenia jakie wiodły do wykorzystania mnie, nie znajduję żadnych szczęśliwych wspomnień. Jestem pewna, że musiały być jakieś dobre chwile, ale żadnych nie mogę odnaleźć. Nigdy nie czułam się kochana ani bezpieczna. Ojciec był zawsze pijany i stawał się coraz bardziej oprawczy i brutalny wobec matki. Strasznie się go bałam. Matka zawsze była zmęczona i przepracowana i nie pamiętam, by kiedykolwiek się uśmiechała.


Żadne z nich nie dawało mi miłości i czułych uczuć, a ja tak rozpaczliwie potrzebowałam być kochana. Robiłam co było w mojej dziecięcej mocy, by tę miłość sobie zaskarbić, ale nigdy mi to się nie udawało. Byłam nieśmiałym, niezdarnym dzieckiem – stałym przedmiotem dokuczania i ośmieszania, w domu i w szkole. Z wiekiem stawałam się coraz bardziej zawstydzona i niepewna. Nie miałam koleżanek i byłam totalnie samotna.

W końcu ojciec wyniósł się z domu do kochanki. Przez pewien czas przychodził jeszcze czasem zobaczyć się ze mną, ale coraz rzadziej i rzadziej. Z chwilą, gdy starsza siostra wyprowadziła się do niego, całkiem przestałam widywać ich oboje.
Miałam już dziesięć lat i byłam teraz najstarszą dziewczynką z rodzeństwa. Wracałam z szkoły do pustego mieszkania, robiłam wszystkie prace domowe, gotowała obiad dla starszego brata i młodszej siostry.

W tym czasie rozchorowałam się poważnie. Stwierdzono cukrzycę i dwa miesiące leżałam w szpitalu nie mając wcale chęci wyzdrowieć. Odwiedzała mnie jedynie czasem matka, ale było jej trudno ze względu na pracę. Jej wizyty wpędzały mnie w poczucie winy. I tak miała już okropne życie, a teraz, gdy się troszkę zaczęło poprawiać, popsułam to swoją chorobą, stając się dla niej jeszcze większym ciężarem niż dotychczas.

W czasie gdy leżałam w szpitalu, matka ponownie wyszła za mąż, a gdy wróciłam do domu, ojczym zaczął strasznie nade mną skakać. Poczułam się wyjątkowa; nigdy nie miałam takiej specjalnej uwagi i uwielbiałam ją. Przy okazji pokazywałam swoją wyższość bratu i siostrze: „Jestem jego ulubienicą, on mnie naprawdę kocha” – mówiłam. Rzucałam się na niego. Gdy tylko siadał, wskakiwałam mu na kolana i zarzucałam rączki na szyję, a on całował mnie i tulił. Czułam się wybrana. Zaczęłam do niego mówić tatusiu’, będąc pewna, że mam wreszcie prawdziwego ojca, który mnie naprawdę kocha.

Wkrótce zauważyłam, że w obecności innych nie jestem przez niego przytulana tak często, jak w sytuacjach sam na sam, ale tłumaczyłam to sobie, że ojczym nie chce tym widokiem wzbudzać zazdrości mojego rodzeństwa. Zaczął też zabierać mnie na długie przejażdżki autem. Parkował na odludziu i zaczynał mnie całować, ale te pocałunki były jakieś inne… wilgotne i mokre… Nie lubiłam ich, ale nie ośmieliłam się mu tego powiedzieć. Zaczął też dotykać mnie we wszystkie miejsca ciała. Czułam się z tym bardzo niezręcznie i nic z tego nie rozumiałam. Nie chciałam, by tak robił, on jednak za każdym razem robił to częściej i wyraźniej, Zaczynał przy tym jakoś dziwnie oddychać, sapać, a ja zaczynałam się go poważnie bać.

Mama teraz pracowała głównie na noce, a ojczym zaczął powtarzać, żebym nie szła spać ze wszystkimi i siedziała z ni dłużej. Mówił mi, że mnie kocha, ale żebym nikomu o tym nie mówiła, bo nikt tego nie zrozumie i będę mieć wtedy kłopoty. Trzymałam więc te specjalne chwile w tajemnicy, bo on mnie tak bardzo kochał. To było coś tylko między nami. „Rozumiesz przecież, Anita, że robię ci te rzeczy tylko dlatego, że cię kocham. Nie bój się, nie skrzywdzę cię. Polubisz to, zobaczysz, obiecuję. Kocham cię.” Jednak mnie krzywdził. To było okropne. Robił mi potworne rzeczy i strasznie się bałam. Robiąc to, przez cały czas mówił, jakie to wszystko cudowne. „Dobrze ci, Anita? Lubisz to, prawda? Mówiłem ci, że to polubisz, prawda?” Bałam się tak strasznie, że nie śmiałam się nawet poruszyć. Moje ciało było sztywne i łzy płynęły mi po policzkach. On jednak dalej był w świecie swoich fantazji, wierząc, że mi sprawia radość.

Okazał się do cna zdeprawowany i do dziś czuję się chora na myśl o tym, co mi robił. Kiedy się podniecał, zaczynał się ślinić, obśliniał mnie całą, sapiąc i chrząkając jak świnia. Rozpaczliwie starałam się krzyknąć. Otwierałam usta, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Czułam się chora i odłączona. Wszyscy nauczyciele przypisywali to cukrzycy, o którą nie martwiłam się wcale i celowo podsycała tę chorobę. Kilka razy udało mi się trafić do szpitala na badania i ustabilizowanie i to były jedyne momenty ulgi od niego.

Mając czternaście lat byłam w szkole takim dziwadłem, że wszystkie dzieciaki drwiły ze mnie. Któregoś dnia kilka dziewczyn zaczęło mi dokuczać, pijąc do tego, że nigdy nie byłam z chłopakiem i starając się mnie zagiąć różnymi głupimi pytaniami na temat seksu. Czy próbowałam tego i tamtego i czy ktoś mi to czy tamto robił. Poczułam się tak przybita tym dociekaniem, że wybuchłam płaczem, mówiąc im, by się odczepiły, bo w istocie mam więcej doświadczeń seksualnych niż one mogą sobie wyobrazić, że jest możliwe. Jedna z nich upierała się nadal, chcąc sprawdzić czy rzeczywiście wiem o czym mówię, więc jej opowiedziałam. Była w szoku i w rezultacie zaciągnęła mnie do szkolnego psychologa.

Szkolnemu psychologowi byłam w stanie powiedzieć tylko tyle, że ojczym robi mi te rzeczy. Było to wszystko, co kiedykolwiek komuś powiedziałam. Psycholog następnie powiedział matce. Strasznie się bałam spotkania z nią. Czułam się tak, jakbym kolejny raz złamała jej życie. Jej pierwsze słowa brzmiały: „Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedziałaś. Dlaczego nie powiedziałaś komukolwiek?” Zdawało się, że to ją głęboko dotknęło i moje poczucie winy sięgnęło zenitu. Obiecała mi sprawić, że to się więcej nie powtórzy, po czym nigdy więcej nie wracała do tego tematu. Seksualne ataki ojczyma ustały na kilka tygodni, po czym któregoś razu przyszedł do mnie powiedzieć, jak strasznie jest mu przykro. Przepraszając mnie i płacząc, objął mnie i przytulił i wszystko zaczęło się od nowa. Po jakimś czasie powiedziałam matce, że on zaczął mi to robić znowu, a ona znów obiecała, że go powstrzyma. W tym czasie ojczym miał już pewność, że każda rzecz ujdzie mu na sucho, więc nawet nie czekał aż matka wyjdzie z domu. Atakował w każdej sytuacji. Nigdy nie wiedziałam gdzie się pojawi, jak się na mnie zasadzi. Manewrował. Mogłam być pewna, że wyszedł z domu, więc ryzykowałam przemknąć się do łazienki, a wtedy pojawiał się nie wiadomo jak i skąd.

Moje życie zmieniło się w koszmar. Uznała, że jedynym sposobem położenia temu kresu jest skończyć ze sobą więc wzięłam cały zapas insuliny i zapadłam w śpiączkę. Odratowano mnie i posłano do dziecięcego psychologa. Który uznał, że wszystkie moje problemy biorą się stąd, że jak byłam malutka przezywano mnie „nogi-iksy.” Po tej ‘terapii’ byłam tak zrozpaczona, że odważyłam się pójść do pubu. Odkryłam, że trochę makijażu, parę odpowiednich ciuchów, i jestem bez problemów obsługiwana. Tego wieczoru znalazłam sposób na znieczulenie. Nie rozwiązywało to problemu, ale przynajmniej mogłam go teraz znieść. Zaczęłam wagarować. Zamiast iść do szkoły, znikałam w parku z butelką wódki. Nauczyciele zdawali się nic nie zauważać. Zaczęłam wypuszczać się co wieczór. Po prostu wchodziłam do pubu i zawsze znalazł się ktoś, kto mi stawiał drinki. Stale byłam pijana i spałam każdym, kto się nawinął. Na niczym mi nie zależało. Paliłam ‘browna’ (heroinę) i brałam ‘kwas’ (LSD), cokolwiek, byle nic nie musieć czuć.

Wtedy któregoś dnia dość z którym się przespałam zakochał się we mnie i poprosił mnie o rękę. Miałam już szesnaście lat i powiedziałam ”tak”. Matka zgodziła się i to było to: po miesiącu byliśmy małżeństwem. Wkrótce potem odwieziono mnie na sygnale do szpitala z ostrym uszkodzeniem wątroby. Usłyszałam, że muszę uznać alkohol za truciznę i nie wypiłam ani drinka przez następne trzy lata. Zamiast tego weszłam w obsesję na punkcie urodzenia dziecka i po kilku poronieniach udało mi się. Dziecko – to była ta bezwarunkowa, upragniona miłość, na którą całe życie czekałam.

Nasze małżeństwo było jak ponury żart. Nic między nami nie było, każde z nas wiodło oddzielne życie. Długimi okresami nie było żadnego seksu, wymówka za wymówką, aż już absolutnie nie mogłam wytrzymać. Ale po kontakcie znów się zatrzaskiwałam. Na szczęście za już pierwszym razem po tym jak urodziłam córeczkę zaszłam znów w ciążę i mając źródło wymówek, nie musiałam się martwić aż do drugiego porodu. Gdy przyszedł na świat nasz synek, zaczęłam bardzo chorować i teraz to było usprawiedliwieniem. W końcu usiałam przejść poważną operację. Kiedy doszłam do siebie, mąż już całkiem stracił seksualną cierpliwość. Któregoś wieczoru wrócił pijany i zgwałcił mnie. Z tego poczęło się nasze trzecie dziecko, a gdy przyszło na świat, spakował manatki i odszedł od nas.

Wpadłam teraz w obsesję diet i po krótkim okresie anoreksji, okazałam się bulimiczką. Jedzenie i wymiotowanie zawładnęło moim życiem, stając się jedynym sposobem radzenia sobie, jaki mam. Głęboko w środku nienawidzę samej siebie. Czuję się rozpaczliwie samotna i nieszczęśliwa. Nie mogę jednak przyspieszyć życia, by mieć je już szybko za sobą. Po rozpadzie małżeństwa miałam kilka katastrofalnych związków – jakkolwiek bym się starała, nic w nich nie działało. Nienawidzę seksu i mężczyzn i strasznie trudno mi zaprzyjaźnić się z kimkolwiek. Strasznie się napinam, aby moje życie funkcjonowało.

Uwielbiam moje dzieci, lecz czuję, że nie daję im tego, na co zasługują. Staram się jednak i może któregoś dnia mi się uda.
Wygląda na to, że wszystko, za co się biorę, zawodzi, a im bardziej próbuję, tym bardziej powiększam mój życiowy bałagan. Po rozpadzie małżeństwa wprowadziłam się do innego domu, by zacząć wszystko od nowa. Już za pierwszym razem jednak, gdy przyjęłam pewną praktyczną pomoc od mężczyzny, skończyłam jako jego więzień we własnym domu. Przez trzy dni trzymał mnie zamkniętą i wiele razy gwałcił. Potem wpadałam w związek z facetem, który był tak manipulujący i zaborczy, że żywcem przypominało to sytuację z mojego dzieciństwa. Po tak wielu okropnych doświadczeniach zastanawiam się, czy to ja jestem przyczyną tego wszystkiego. Moja córeczka była molestowana seksualnie przez mężczyznę na obozie wakacyjnym. Zastanawiam się, czy wszyscy mężczyźni to gwałciciele i zboczeńcy. Może to oni są normalni i tylko ja jestem problemem…
Ostatnio pokładam zaufanie i nadzieję w Bogu, co mnie napędza, podtrzymuje i pozwala choć trochę wierzyć w siebie. Powoli i stopniowo odzyskuję pewność i ponownie z nadzieją zaczynam życie od początku.

Polecamy

akcjasos4Serdecznie zapraszamy do pierwszego w Polsce portalu  dla osób uzależnionych i współuzależnionych http://alkoholizm.akcjasos.pl
Zapraszamy do forum dyskusyjnego Forum uzaleznienia - tu możesz otrzymać pomoc.

Uzależnienie od alkoholu , czyli alkoholizm, jest chorobą, która zaczyna się i rozwija podstępnie, bez świadomości zainteresowanej osoby. Polega na nie kontrolowanym piciu napojów alkoholowych i może doprowadzić do przedwczesnej śmierci.

Reklama

Psycholog online

Jeśli przeżyłeś tragedię i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jeśli masz jakikolwiek problem, z którym nie potrafisz sobie poradzić. Jeśli stoisz przed podjęciem ważnej decyzji i chciałbyś lepiej poznać siebie i swoje potrzeby i upewnić się w obranym kierunku Twojego życia, napisz do naszego psychologa on-line

Porady naszego psychologa udzielane są bezpłatnie.

Partner serwisu

Reklama

Reklama